Do Gdańska przyjechało po około 3 tysięcy funkcjonariuszy, do Krakowa - ponad 6 tys. Uruchomili syreny alarmowe przed siedzibą Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego i na krakowskim Rynku Głównym.

"Protest dla północnej Polski organizują związki zawodowe. Krakowska demonstracja to efekt skrzyknięcia się funkcjonariuszy poprzez Internetowe Forum Policyjne” - tłumaczy oficer stołecznej policji.

Według organizatorów właśnie krakowski protest miał być najbardziej bolesny dla rządu Donalda Tuska. Dlatego że w tym samym czasie dawna stolica Polski gości szczyt szefów państw NATO.

"Przygotowaliśmy transparenty po angielsku i niemiecku. Chcemy pokazać całej Europie, że rząd ma gdzieś bezpieczeństwo obywateli" - mówi DZIENNIKOWI jeden z uczestników.

Z rzadka wśród skandowanych haseł pojawiały się niecenzuralne. Wyraźnie widać, że cieszyły one policjantów, którzy byli w pracy i pilnowali demonstracji.

Biją się o nasze. Trudno nie sympatyzować z kolegami" - tłumaczy rozmówca DZIENNIKA.

Przeciwko czemu demonstrowali funkcjonariusze? Rozsierdziły ich zapowiedzi Grzegorza Schetyny tego, że rząd doprowadzi do zmian w prawie emerytalnym. Według nowych założeń nie będą mogli odchodzić na emerytury już po 15 latach pracy, a dopiero po przekroczeniu 55. roku życia i przepracowaniu 25 lat.

”Policjanci rzadko przechodzą na emeryturę po 15 latach pracy, bo dostają wtedy zaledwie 40 procent pensji. To oznacza około 1000 złotych. Ale oburza nas zmiana reguł w trakcie gry. Po wtóre nowe zasady są skrajnie niekorzystne: wydłużają czas pracy, nie dając nic w zamian” - tłumaczy jeden z protestujących.

Co ciekawe, dziś już co trzeci funkcjonariusz ma prawa emerytalne. Według związków zawodowych przyjęcie rządowych rozwiązań spowoduje falę masowych odejść z policji, straży pożarnej, granicznej i służb specjalnych.

W połączeniu z drastycznymi cięciami w budżecie MSWiA (1,2 miliarda) wywoła to zapaść bezpieczeństwa w kraju. Do projektu, który powstał w resorcie spraw wewnętrznych, krytycznie odnosił się na środowej komisji spraw wewnętrznych i administracji wiceminister Adam Rapacki.

”Jeśli przejdą niekorzystne zmiany, które spowodują masowe odejścia, to będę pierwszy, który zrezygnuje” - zapowiedział.

”Minister Schetyna jest przekonany, że prawo do emerytury po 15 latach jest niesprawiedliwe wobec innych grup społecznych. Nie zrezygnuje ze swojego projektu, choć dopuszcza możliwość negocjacji” - usłyszeliśmy wczoraj od wysokiego rangą urzędnika.