Dziś przed południem we wrocławskim zakładzie medycyny sądowej przeprowadzono sekcje zwłok pilota i pielegniarza, którzy zginęli podczas katastrofy lotniczej we wsi Jarostów.

"Sekcja wykazała, że obaj odnieśli bardzo poważne obrazy wewnątrznarządowe i liczne obrażenia. Lekarze stwierdzili, że nie mieli szans na przeżycie, nawet gdyby pomoc przyjechała natychmiast" - mówi DZIENNIKOWI rzeczniczka legnickiej prokuratury, która zajmuje się sprawą, Liliana Łukasiewicz.

Pomoc dotarła dopiero po godzinie, bo z powodu fatalnej pogody były problemy z ustaleniem miejsca katastrofy. W odnalezieniu rozbitego śmigłowca pomógł lekarz, który przeżył upadek. Ranny wyczołgał się z wraku i przez telefon komórkowy zawiadomił pogotowie.

W tej chwili lekarz przebywa w szpitalu wojskowym we Wrocławiu. Utrzymywany jest w stanie śpiączki farmakologicznej. "Jest to dobre dla jego procesu leczenia, bo doznał licznych obrazów i nie wiadomo, jakby reagował na ból" - mówi nam rzecznik szpitala Zdzisław Czekierda. "Dziś jeszcze śpiączka farmakologiczna będzie podtrzymywana, zobaczymy jak będzie jutro, bo taka decyzja zawsze zapada w ostatniej chwili. Jego stan jest ciężki, ale stabilny" - dodaje.