Mistrzyni nosiła policyjny mundur
Nagła śmierć Kamili Skolimowskiej szczególnie przygnębiła stołecznych policjantów. Stracili koleżankę z pracy, w stopniu sierżanta. "Nie znała pojęcia: nie da się, to niemożliwe" - mówi DZIENNIKOWI rzecznik komendanta stołecznej policji Marcin Szyndler. Wielu z funkcjonariuszy na głośnych czwartkowych demonstracjach miało czarne wstążki po śmierci Skolimowskiej.
- Bliscy i przyjaciele wspominają Kamilę
- Najpopularniejsi są nadal Małysz i Kubica
- Skolimowska była bez opieki lekarza
- Śledczy badają, dlaczego zmarła mistrzyni
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Mistrzyni olimpijska od pięciu lat pracowała w stołecznej policji. Najpierw w oddziałach prewencji w podwarszawskim Piasecznie, następnie w Wydziale Doskonalenia Zawodowego.
”Uczyła nas technik interwencji, czyli jak się posługiwać kajdankami, służbową pałką, jak szybko obezwładnić napastnika. Była w tym bardzo dobra” - opowiada Marcin Szyndler. Dlatego przez ostatni rok wiele czasu spędziła w sali gimnastycznej w piaczeczyńskiej siedzibie prewencji.
Tutaj swoim przyjaciołom zostawiła po sobie pamiątkę - młot. ”Jeden z kolegów założył się z nią, że rzuci ponad 20 metrów” - mówi Szyndler. Skolimowska przyniosła młot, lecz rozstrzygnięcia zakładu nie poznamy już nigdy.
Olimpijka pracowała wśród wielu sportowców - np. judoków. "Ci twardzi funkcjonariusze mają łzy w oczach. Jeszcze kilka dni temu układała z nimi grafik w pracy" – mówi Szyndler.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!