Mistrzyni olimpijska od pięciu lat pracowała w stołecznej policji. Najpierw w oddziałach prewencji w podwarszawskim Piasecznie, następnie w Wydziale Doskonalenia Zawodowego.

Uczyła nas technik interwencji, czyli jak się posługiwać kajdankami, służbową pałką, jak szybko obezwładnić napastnika. Była w tym bardzo dobra” - opowiada Marcin Szyndler. Dlatego przez ostatni rok wiele czasu spędziła w sali gimnastycznej w piaczeczyńskiej siedzibie prewencji.

Tutaj swoim przyjaciołom zostawiła po sobie pamiątkę - młot. ”Jeden z kolegów założył się z nią, że rzuci ponad 20 metrów” - mówi Szyndler. Skolimowska przyniosła młot, lecz rozstrzygnięcia zakładu nie poznamy już nigdy.

Olimpijka pracowała wśród wielu sportowców - np. judoków. "Ci twardzi funkcjonariusze mają łzy w oczach. Jeszcze kilka dni temu układała z nimi grafik w pracy" – mówi Szyndler.