Naukowcom po raz pierwszy udało się schwytać jaguara na terenie USA. Stało się to w Arizonie, gdzie ostatniego przedstawiciela tego gatunku widziano 13 lat temu. Teraz próbują ustalić, czy namierzony w czwartek kot jest tym samym, którego zauważono w 1996 r. Zwierzęciu udało się założyć obrożę z nadajnikiem GPS, która pomoże śledzić jego ruchy i ustalić więcej szczegółów na temat populacji.

W tym samym czasie, po raz pierwszy od stu lat, inny jaguar pokazał się na terenie Meksyku. Wędrującego samca wychwyciły kamery zamontowane przez naukowców na domniemanej trasie wędrówek kotów. Tożsamość zwierzęcia potwierdzają próbki odchodów znalezione w sfilmowanym miejscu. "Fotografie to źródło informacji o nowych miejscach występowania jaguara" - mówi Octavio Monroy-Vilchis z Niezależnego Uniwersytetu w mieście Meksyk. "Potwierdzają one nasze przypuszczenie, że miejsce, gdzie zamontowano kamery, leży na trasie wędrówek łączącej obszary występowania dwóch oddzielnych populacji".

W przeszłości jaguary zamieszkiwały całą Amerykę Południową i przylegającą do niej część Ameryki Północnej. Do 1996 r. przyjmowano, że zwierzęta całkowicie zniknęły z obszarów położonych na północ od Meksyku. Jednak zdjęcia dwóch kotów, zrobione wtedy w Arizonie i Nowym Meksyku, dowiodły, że populacja jaguara wciąż sięga terytorium USA. Ostatnie obserwacje to potwierdziły. Teraz dzięki obroży kota z Arizony będzie można dokładnie śledzić trasę jego wędrówek.