Tak policja korzysta z usług wróżbitów
Ludzie, którzy twierdzą, że są wróżbitami, śledzą kroniki kryminalne i zgłaszają się na policję, bo liczą na nagrodę za pomoc. Przykład: policjanci z lubelskiej policji zasypywani są ofertami szarlatanów, oferujących usługi przy szukaniu studenta z Lublina. Co ciekawe, policja nie odsyła ich z kwitkiem.
- Kaszpirowski wraca do telewizji
- Przepowiedział krach, teraz widzi wojnę
- To jasnowidz wywróżył Salecie takie życie
- Wróżki straszą: Na Bałtyku uderzy tsunami
- Tak będzie wyglądał koniec świata
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Gdy wróżbita wskaże miejsce, które chce zlokalizować policja, oczywiście dostanie pieniądze. W komendach są specjalne budżety dla informatorów. Wprawdzie nie musi nim być
jasnowidz, ale nieoficjalnie wiadomo, że w przeszłości i takim informatorom płacono. Ponadto policja musi przesłuchać każdego, kto twierdzi, że coś wie w danej sprawie.
To dlatego różnego rodzaju szarlatani zgłaszają się do lubelskiej policji z ofertą pomocy przy szukaniu Marka Wojciechowskiego, studenta drugiego roku prawa UMSC. Zaginął on w nocy z
17 na 18 marca. Wyszedł z krewnym z klubu Archiwum przy miasteczku akademickim w Lublinie. Potem samotnie zmierzał w kierunku ul. Głębokiej. Tam urywa się po nim wszelki ślad.
"Jeśli sprawdzamy doniesienia jasnowidzów, to tylko na wyraźną prośbę rodziny zagonionego" - mówi DZIENNIKOWI Mariusz Sokołowski, rzecznik komendanta głównego policji. "W ten sposób chcemy ją uspokoić i zapewnić, że robimy wszystko, co w naszej mocy, aby odnaleźć bliskiego" - dodaje.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!