Ksiądz zginął przez sedes
Prawosławny ksiądz Tomasz Lewczuk z Hajnówki przez tydzień był w śpiączce. W sobotę w nocy zmarł. Wszystko przez sedes, który ktoś postawił na drodze. Duchowny chcąc ominąć przeszkodę uderzył w drzewo.
- Winda zmiażdżyła człowieka w biurowcu
- Pijany woził cudze dzieci pożyczonym autem
- Polski Kościół o pedofilach w sutannach
- Wypadek autobusu. 19 osób rannych
- Polski kierowca z Luton osierocił dwoje dzieci
- Maciej Zientarski już wyzdrowiał?
- Prezydent i premier dostaną auto jak czołg
- Czarna seria na drogach. Sześć osób zginęło
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
2 maja ksiądz Tomasz Lewczuk razem z żoną, 7-letnią córeczką i 3-letnim synkiem wracali nocą z Warszawy do Hajnówki. Nagle, około godz. 21.50, na drodze między Bielskiem Podlaskim a Hajnówką kierowca przed samochodem zauważył sedes. Próbował wyhamować.
"Auto wypadło z drogi najpierw na lewe, później na prawe pobocze. Na końcu uderzyło bokiem w drzewo" - mówi Andrzej Baranowski z biura prasowego wojewódzkiej policji. Ksiądz został ciężko ranny w głowę. Jego rodzinę z ogólnymi potłuczeniami przewieziono do szpitala w Hajnówce. Ich życiu nic nie zagraża.
Ksiądz Tomasz miał 38 lat. Ponad rok temu otrzymał święcenia kapłańskie i jako wikariusz pracował w parafii Świętej Trójcy.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!