Noc trzylatki w melinie. Przez rodziców
Kilkudziesięciu policjantów z latarkami dokładnie przetrząsało zakamarki jednego z osiedli w Białymstoku. Na szczęście znaleźli trzyletnią Nikolę. Nikt nie może zrozumieć, jak rodzice mogli wysłać dziewczynkę wieczorem samą do sklepu. Dziecko nocowało w melinie bezdomnych.
- Dwulatek znaleziony martwy w rzece
- Przyznał się do zabójstwa ośmiolatki
- Policyjna specgrupa poszukuje szyfranta
- Odnalazł się zaginiony dwuletni Szymon
- Pomocy! Zaginęło dziecko
- Zabrali im dzieci i kazali płacić 16 tysięcy
- Rodzice zaginionego dwulatka usłyszą zarzuty
- Zaginiony chłopiec odnalazł się u dziadka
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Dziś od świtu informację o zaginięciu trzyletniej Nikoli odczytywano w białostockich kościołach. Po tym komunikacie na policję zgłosiła się osoba, twierdząca, że widziała
wieczorem bezdomnego prowadzącego za rączkę małą dziewczynkę.
Policjanci robili, co mogli, by do tego bezdomnego dotrzeć jak najszybciej. W końcu się udało go zidentyfikować. Ale, jak opowiadał w TVN 24 rzecznik podlaskiej policji Jacek Dobrzyński,
mężczyzna próbował okłamywać mundurowych, mówił, że nic nie wie o żadnej dziewczynce.
Policjanci byli jednak nieustępliwi i w końcu bezdomny zaprowadził ich do meliny, w której Nikola po prostu spała. Lokal ten mieści się ona na tym samym osiedlu Antoniuk, kilkaset
metrów od mieszkania dziewczynki.
"To była prawdziwa walka z czasem" - opowiada o poszukiwaniach trzylatki rzecznik podlaskiej policji. "Liczyła się każda minuta" - podkreślał Jacek Dobrzyński.
Dziecko w końcu trafiło do domu. Natychmiast zostało przebadane przez lekarzy, którzy orzekli, że Nikoli nic nie dolega, ale na wszelki wypadek zawieźli ją jeszcze na szczegółowe badania do szpitala. Cała rodzina jest pod opieką psychologa policyjnego.
Zatrzymany został 50-letni bezdomny, który zabrał dziewczynkę do meliny. Usłyszy zarzuty. Policjanci sprawdzają też odpowiedzialność rodziców dziecka.
Wciąż nikt nie może zrozumieć, jak rodzice Nikoli mogli ją samą wieczorem posłać do sklepu po lody. Według sąsiadów, to nie był pierwszy przypadek, gdy malutka Nikola była wysyłana sama po zakupy. Jej rodzice mają jeszcze siedmioro dzieci.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!