Brüno prowokuje homofobów
Twórca "Borata" Sacha Baron Cohen znów wkręca. W filmie "Brüno" jako austriacki gej przemierza świat w poszukiwaniu homofobii. A kamera kręci reakcje na jego prowokacje, dokładnie rejestrując, jak wszyscy nabierani przez elegancika z wygolonym torsem dają się podpuścić.
- Sprośny Brüno zagraża czystości myśli
- Związkowcy na tropie homofobów w firmach
- Bruno naraził się homoseksualistom
- Bruno sparodiował okładkę z Aniston
- Roześmiany Kalisz na imprezie u Brüno
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Brüno to facet, który w "Mein Kampf" widzi "biblię mody napisaną przez austriacką czarną owcę Adolfa Hitlera". Do nietypowych sądów dorzuca oryginale stroje, w których paraduje po ulicach - stringi, fikuśne kapelusze, skórzane detale w stylu sado-maso. Chce wywołać oburzenie, ściągnąć na siebie niechęć, wywołać kontrowersje.
Zobacz, jak nowy Borat ujeżdża modelkę >>>
Kalifornia. Grupka starszych ludzi pikietuje na rzecz wprowadzenia do konstytucji stanowej poprawki zakazującej małżeństw homoseksualnych. Widać kilka kamer. Jedna należy do ekipy kręcącej nowy film Cohena. Ale nikt o tym nie wie. Filmowcy udają ludzi z telewizji. Bruno ubrany w elegancką koszulę stoi wśród tłumu. Trzyma nawet transparent. A na nim wypisane zgermanizowaną angielszczyzną hasło: "Dupa jest do srania, a nie walenia". Otyły facet orientuje się, że nieznajomy gość to prezenter gej znany z gościnnych występów w "Ali G Show" (telewizyjnym programie Cohena). Co na to Cohen? Nie poddaje się, mimo że tym razem został zdemaskowany zbyt wcześnie. Za pomocą gestów objaśnia sens słów na transparencie i aby udowodnić swoje poparcie dla demonstrantów, godzi się skandować razem z nimi przeciw gejom. Tłum jest zachwycony. Ale przecież Bruno tak naprawdę nie szydzi z homoseksualistów, a z innych protestujących. A ci nie orientują się, że padli ofiarą manipulacji komika, który postanowił sprawić, aby wyszli w jego filmie na zwykłych idiotów.
Niepoprawny Brüno znowu pokazał penisa >>>
Bruno balansuje na granicy dobrego smaku, a niejednokrotnie ją przekracza. Ale jaja robi sobie jedynie z tych, z których żarty są społecznie akceptowane. Nabija się ze skrajnej prawicy, nagrywając program z neonazistowskimi muzykami, robi debili z amerykańskich małomiasteczkowych południowców, w końcu stroi sobie żarty z celebrytów.
Jürny bühaj Brüno podbił Hiszpanię >>>
Weźmy kolejną scenę z filmu. Bruno w hotelowym pokoju przeprowadza telewizyjny wywiad ze starszym, siwym mężczyzną w garniturze. To Ron Paul, znany republikański kongresmen, kilkukrotny kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Bruno umówił się na poważną dyskusję poświęconą ekonomii. Ale zamiast tego urządził striptiz - z dumą zaprezentował swoje wypchane slipy. Konsternację, którą można było przez chwilę zauważyć na twarzy kongresmena, trudno opisać. Chwilę później przeszło siedemdziesięcioletni polityk zwiał.
Brüno naraził się homoseksualistom >>>
Cohen, urządzając swoje prowokacje, liczy przede wszystkim na zaskoczenie ofiary. W jerozolimskiej dzielnicy ortodoksyjnych żydów pojawia się ubrany w krótkie czarne spodenki i długie białe podkolanówki. Przechadza się, zmysłowo kołysząc biodrami i eksponując goły, wydepilowany tors. Na głowie ma zalotnie przekrzywiony chasydzki kapelusz. Nagle ortodoksi zaczynają wygrażać mu pięściami. Chwilę potem ruszają w jego stronę. Bruno rzuca się do ucieczki. Wszystko rejestruje kamera. Obraz się trzęsie, bo operator także biegnie. I o to chodzi. Bez takich scen nie ma zabawy. Im ofiara bardziej zszokowana i zniesmaczona, tym lepszy efekt na ekranie. Choć prawdą jest też, że część scen w filmie została starannie wyreżyserowana, a adwersarze podstawieni. Które to fragmenty, tego producenci nie zdradzają. Zresztą nawet partie z niczego nieświadomymi naturszczykami nie są kręcone na żywioł. Nad filmem pracuje profesjonalna ekipa. "Bruno" to w końcu megaprodukcja z budżetem przekraczającym 40 milionów dolarów. Poprzedni film Cohena zarobił na świecie aż sześć razy tyle. I przyniósł mu ponoć 3 tysiące pozwów sądowych, jak z dumą chwalił się sam komik.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!