Powodziom winni są niemieccy osadnicy
Od kilku dni mieszkańcy południowej Polski toczą nierówną walkę z żywiołem. Ulice zamieniają się w rwące potoki, wezbrane rzeki zrywają mosty, podmywają drogi. Dlaczego znów dotknięty przez kataklizm jest Dolny Śląsk? To wina niemieckich osadników z XVIII wieku.
- Burze będą nas atakować aż do środy
- Tusk daje pieniądze powodzianom
- Tusk: Nie ma pieniędzy na walkę z wodą
- Wezbrana Odra porwała most pontonowy
- Kotlina Kłodzka cała pod wodą
- Dramatyczna sytuacja na południu Polski
- Schetyna: Mamy 65 milionów na powódź
- Kłodzko pod wodą, wojsko zerwie mosty
- Wielka woda porwała 2-letniego chłopca
- Polska leczy rany po wielkich burzach
- "Germanizacja Śląska to rozbicie Polski"
- Powódź kosztowała 1,2 miliarda złotych
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Marcin Zieliński: Dlaczego Dolny Śląsk tak często nękają powodzie?
Stefan Bartosiewicz*: To przez błąd popełniony przed 250 laty. Po wojnach śląskich w latach 1740-1745, w których Austria straciła te ziemie na rzecz Prus, na Dolny Śląsk zostali
sprowadzeni osadnicy niemieccy. Nie znali specyfiki tych terenów, dlatego zaczęli budować miasta wzdłuż rzek na obszarach zalewowych.
Czegoś takiego nie ma w innych częściach Polski - nawet jeśli miasta są przy rzekach, to najczęściej na wzgórzach, bo budowali je rdzenni mieszkańcy, znający okolicę. Takiej wiedzy zabrakło osadnikom. Kiedy przekonali się, że powodzie powtarzają się regularnie, miasta już stały. Ich mieszkańcom szkoda było je porzucać, więc mozolnie po każdym zalaniu je odbudowywali. Gdy w 1945 roku te tereny wróciły do Polski, odziedziczyliśmy problem.
>>>Czy będzie powtórka z powodzi stulecia
Czyli nie można nić zrobić, żeby zapobiec powodziom?
Zapobiec nie, ale można je znacznie ograniczyć. Należy pogłębić koryta rzek i oczyścić ich brzegi. Potem podwyższyć mosty, bo są one niekiedy 30 cm nad lustrem wody. Wystarczy, że jej
poziom się podniesie, a rzeką zaczną spływać powodziowe śmieci. Od razu zatrzymują się na moście, powstaje tama i spiętrzona woda zalewa okolice.
Znów mamy powódź, czyli nic z tej listy nie jest zrobione?
Na to potrzeba mnóstwo pieniędzy. Z naszych wyliczeń wynika, że rocznie w naszym województwie na utrzymanie rzek potrzeba 140 mln zł. A my dostajemy 1 mln 400 tys. zł, czyli jeden procent.
*Stefan Bartosiewicz, dyrektor ds. technicznych w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej we Wrocławiu





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!