Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Łukaszenka trzęsie Białorusią już 15 lat

2009-07-04 | Ostatnia aktualizacja: 19:41 | Komentarze: 0 | skomentuj

Lipiec 1994 roku. Zaczesany "na pożyczkę" mężczyzna udziela wywiadów zagranicznej prasie. Czasem ubrany w tandetne, kolorowe marynarki, czasem w wytartym dresie. To Aleksander Ryhorawicz Łukaszenka, zwycięzca wyborów prezydenckich na Białorusi. Trzęsie tym krajem już 15 lat.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Niemcy swego czasu podnieśli się z ruin dzięki okrutnej władzy. Nie wszystko, co było związane z Adolfem Hitlerem, było złe" - mówił w 1995 r. dziennikowi "Handelsblatt". Niemcy protestowali. Jeszcze dwa lata temu grzmiał. "Widzieliście w jakim stanie jest Bobrujsk? Straszny chlew! To głównie żydowskie miasto było, a wiecie, jak Żydzi traktują miejsca, w których żyją" - powiedział w radiu. Oburzył się Izrael. A jednak dziś, dzięki odwilży w relacjach z Zachodem, łapie drugi oddech. "Gdy w 1990 r. ten były dyrektor sowchozu w Szkłowie dostał się do parlamentu jeszcze sowieckiej Białorusi, nikt nie traktował go poważnie" - mówi DZIENNIKOWI ówczesny przywódca Białorusi Stanisław Szuszkiewicz. Nie miał ani wpływów, ani znajomości. Umiał za to oskarżać, nawet o tak wydumane rzeczy jak nomenklaturowe wille na Lazurowym Wybrzeżu, o których partyjnej wierchuszce nawet się nie śniło. "Trzeba skończyć z tym burdelem!" - grzmiał w transmitowanych przez telewizję obradach komisji ds. walk z korupcją, której szefem zrobił go lekkomyślny parlament. Nic dziwnego, że na prowincji zrobił furorę. Nie dość, że mówił prostym językiem, to jeszcze występował w obronie zagubionych, biednych i tęskniących za silnym przywódcą. W II turze 40-letni wówczas Aleksander Ryhorawicz zdeklasował nielubianego Kiebicza, otrzymując 80 proc. głosów.

WZIĄŁ JĄ ZA ŻONĘ I TYLE

Ambitny był od zawsze, robił wszystko, byle tylko wybić się z rodzinnej wsi położonej 200 km na wschód od Mińska. Całe gospodarstwo to mała chata i dwa drzewa na podwórzu. W Kopysi wychowywała go samotna matka, z zawodu kołchozowa dojarka. Kim był ojciec - nie wiadomo. Zadziorny Sasza miał powodzenie. Szybko ożenił się z koleżanką z podstawówki Haliną Żauniarowicz ("Nie oświadczył się, wziął za żonę i tyle" - twierdzi "Komsomolskaja Prawda"), ale gdy został deputowanym, zupełnie o niej zapomniał. "Ja nie chciałam się przeprowadzać, a on nie oponował" - twierdziła później. Dziś mieszka jak na wygnaniu na przedmieściach Szkłowa. Niewielki, parterowy dom ze strychem, gospodarstwo z ogrodem i kurami. Kiedyś była też krowa, ale kiedy jedna z zachodnich gazet opublikowała zdjęcie, na którym białoruska pierwsza dama w wiejskim fartuchu doi krasulę, prezydent zrobił awanturę i kazał pozbyć się zwierzęcia.

Kiedyś parę razy widziano Halinę w sanatorium Biełaruś w rosyjskim Soczi, a "Komsomolskiej Prawdzie" udało się nawet przeprowadzić z nią wywiad. Jednak odkąd wokół szkłowskiego gospodarstwa zaczęli krążyć dziennikarze, prezydent powiedział "dość". Podwyższono płot, a na rozmowę z Haliną Radyjonauną trzeba dostać zgodę jego administracji.

"To moja osobista lekarka" - tłumaczył kolegom na początku lat 90., dlaczego wciąż jest widywany z młodą brunetką Iryną Abielską. Jeździła z nim na wizyty zagraniczne, pomagała w kampanii prezydenckiej. I choć w 2004 r. dała mu syna Mikałaja, nigdy nikt oficjalnie nie potwierdził ich związku. Może dlatego, że w ostatnich latach także Iryna zeszła na dalszy plan. Niegdyś główna lekarka prezydenckiej kliniki, teraz jest zwykłą panią doktor w jednym z wielu mińskich szpitali. Z dawnych przywilejów została jej willa na jednym z bogatych stołecznych przedmieść. Łukaszenkę miało coś łączyć też a to z byłą miss Anżaliką Ahurbasz, a to z piosenkarką Iryną Darafiejewą. Ta druga zadedykowała prezydentowi piosenkę "Anioł mój niezrównany, nieziemski i nierealny".

Szef jest stały jedynie w uczuciach wobec trzech synów. 30-letni Dźmitry szefuje prezydenckiemu klubowi sportowemu. Szykowany na następcę 33-letni Wiktar kieruje Radą Bezpieczeństwa Narodowego. Ostatnio jednak najwięcej zainteresowania wzbudzał nieślubny Mikałaj. Wiosną 2008 r. fotografie "Baćki" trzymającego za rękę małego chłopczyka opublikowała państwowa agencja BiełTA. Ponieważ nie zdarzyło się wcześniej, aby BiełTA ogłosiła coś nie po myśli władz, plotkarze dostali potwierdzenie wcześniejszych domysłów. Od tej pory Aleksander Ryhorawicz gdzie się nie pojawił, trzymał za rękę Kolę. Uczył go rozlewać beton na jednej ze sztandarowych budów, razem oglądali mecz hokejowy, uczestniczyli wreszcie w nabożeństwie wielkanocnym. W kwietniu rezolutny czterolatek został nawet członkiem oficjalnej delegacji podczas audiencji u Benedykta XVI. "Ciekawe co dalej. Może zorganizują szczyt dzieci państwowych przywódców?" - drwił publicysta Raman Jakauleuski. Nieślubny syn wręczył papieżowi prezent - własny elementarz. "Papież sam mnie prosił, żebym go przedstawił" - tłumaczył potem szef państwa.

WIEDZIEĆ, KIEDY PRZEGRAĆ

Kwiecień 2009 r. Dobrze zapowiadający się trener hokejowy Jauhien Lebiedzieu nie kryje zaskoczenia, kiedy władze klubu Mietałurh wręczają mu wypowiedzenie. Przecież w ubiegłym sezonie poprowadził zespół z niewielkiego Żłobina na trzecie miejsce w kraju. A to nie byle co, bo na Białorusi hokej to sport narodowy. To, czego nie zrozumiał Lebiedzieu, było jednak jasne dla opozycyjnych mediów. Prowadzona przez niego amatorska drużyna wygrała przecież kilka dni wcześniej z komandą, w której osobiście gra prezydent. W turnieju team Łukaszenki szedł jak burza aż do finału. On sam zdobył do tej pory 15 bramek. Tymczasem w boju o złoto "prezydenccy" przegrali 8:9. Gdy sprawą zwolnienia nadambitnego trenera zajęły się media, w żłobińskim klubie zapanowała konsternacja. W końcu prezes poinformował, że to jakieś nieporozumienie.

Ale Łukaszenka nie lubi przegrywać nie tylko na lodowisku. Od 1994 r. na Białorusi odbyło się dziewięć różnych głosowań. "Żadnego Europa nie uznała za spełniające standardy demokratyczne" - przypomina Szuszkiewicz. Aby wygrywać kolejne wybory i referenda Łukaszenka musiał jednak stworzyć "odpowiedni" system polityczny. Wszystko wskazuje na to, że mu się udało. W Europie poza koronowanymi głowami nie ma polityka, który sprawowałby władzę dłużej niż Łukaszenka. Białoruski lider o ponad dwa lata wyprzedza prezydenta Islandii Olafura Ragnara Grimssona. We Włoszech w tym czasie upadło osiem rządów.

Michał Potocki
Źródło: dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «