Reportaż z ludzkiego piekła
Zgroza XX-wiecznych totalitaryzmów okazała się dla wielu ludzi doświadczeniem niemal religijnym. Dowodzą tego liczne wypadki utraty wiary we wszelkie wartości, w sens jakiegokolwiek cierpienia, a nawet w samego Boga, którego - w przekonaniu ludzi stojących wobec perspektywy całkowitego unicestwienia - zabrakło. Powieść Wasilija Grossmana "Życie i los" to także odpowiedź na tragizm XX-wiecznej historii. W tej odpowiedzi jednak zachowana została nadzieja.
Bohaterowie książki zaplątani są w krwawy dramat drugiej wojny światowej: walczą pod Stalingradem i w innych miejscach, próbują przetrwać w obozach jenieckich, gettach i gułagach. Mamy tu bogatą galerię portretów: żołnierzy i oficerów Armii Czerwonej oraz Wehrmachtu, komisarzy ludowych i gestapowców, ludzi wszystkich warstw społecznych i różnych narodowości, katów i ofiar. Epopeję Grossmana czyta się niczym gigantyczny (879 stron!) reportaż. Nie przypadkiem zresztą ujawnia się w niej mistrzostwo warsztatu zarówno literackiego, jak i dziennikarskiego - autor "Życia i losu" uczestniczył w największych bitwach frontu wschodniego jako korespondent wojenny.
Grossman podąża podobnym tropem co zachodni myśliciele zgłębiający naturę totalitaryzmu (choć czyni to niezależnie od nich). Ukazuje piekło na ziemi jako rezultat prób realizacji utopii "dobra". W powieści padają znamienne słowa wypowiedziane przez jednego z bohaterów Ikonnikowa: "Widziałem straszliwe cierpienia chłopstwa, a przecież kolektywizację zaprowadzono w imię powszechnego dobra. Ja w dobro nie wierzę, wierzę w dobroć". Ta właśnie dobroć zwykłych ludzi pozwala wedle Grossmana przeciwstawić się pokusie nihilizmu, która nachodzi nas w obliczu bezmiaru zła.
Wasilij Grossman, "Życie i los",
przeł. Jerzy Czech,
Wydawnictwo W.A.B.,
Warszawa 2009
p
Filip Memches: Dwadzieścia lat od upadku komunizmu kwestia zmagań człowieka z totalitarną machiną wydaje się przebrzmiała. Boom na tego typu literaturę miał miejsce na przełomie lat
80. i 90. ubiegłego wieku. "Życie i los" Wasilija Grossmana ukazało się jednak w Polsce dopiero teraz. Dlaczego książka ta pozostaje tak istotna?
Adam Pomorski*: Zrobiła furorę na Zachodzie wśród czytelników, historyków, pisarzy. Do jej wpływu przyznaje się Jonathan Littell. To wielkiej miary literackiej prawdomówne świadectwo
epoki - bądź co bądź epoki ludobójstwa. A ludobójstwo nie przedawnia się ani jako zbrodnia, ani jako problem moralny. Dzieło Grossmana ma też nie byle jaką rangę w literaturze rosyjskiej
XX wieku - jednej z największych literatur narodowych. Zostawiła nam ona wiele arcydzieł, począwszy od twórczości Czechowa, zahaczającej jeszcze o początek XX stulecia. Oprócz arcydzieł są
też zwały sowieckiej grafomanii, które i u nas jeszcze straszą niekiedy po bibliotekach, bo były wszak z urzędu tłumaczone na polski. Mamy wreszcie listę lektur obowiązkowych, będących
świadectwem epoki. Do nich zaliczają się przede wszystkim "Opowiadania kołymskie" Szałamowa, proza Sołżenicyna, wspomnienia Nadieżdy Mandelsztam, "Stroma
droga" Jewgienii Ginzburg. W tej kategorii - wielkiej literatury i lektury obowiązkowej - mieści się też "Życie i los".






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!