Jaka demokracja, takie media
Nasz kłopot z dzisiejszymi polskimi mediami nie wynika z jakiejś ich specyficznej natury, lecz stanowi odbicie ogólnego problemu polskiej demokracji - twierdzi Jan Lityński. Tym problemem jest brutalizacja, to, że polityka coraz bardziej staje się grą pozbawioną jakichkolwiek reguł. Wszystkie chwyty są tu dozwolone, a jedyny cel stanowi maksymalne pognębienie przeciwnika.
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Media aktywnie uczestniczą w nakręcaniu tej spirali brutalności, bo czyni ona ich przekaz bardziej emocjonującym i "atrakcyjnym". Bez aktywnego współudziału mediów trudno sobie wyobrazić dzisiejsze błyskotliwe kariery takich osób jak Janusz Palikot czy Jacek Kurski. Środki przekazu kreują wedle Lityńskiego nową klasę politycznych celebrytów, którzy funkcjonują wyłącznie jako medialne "pistolety" swoich partii. Innym problemem jest to, że same partie są dziś zainteresowane głównie obecnością w mediach i wymienianiem widowiskowych, bezpardonowych ciosów z politycznymi przeciwnikami. Swoje środki, uzyskiwane z budżetu państwa, inwestują głównie w PR, a nie w dopracowywanie politycznych programów. Polityka staje się w ten sposób jedynie "technologią" oddziaływania na potencjalnego wyborcę. Media chętnie akceptują taki styl, bo oznacza on dla nich większe zyski. To sytuacja zupełnie inna niż na początku lat 90., gdy zdaniem Lityńskiego środki przekazu czuły się jeszcze do pewnego stopnia odpowiedzialne za bieg spraw w kraju i próbowały konstruktywnie oddziaływać na polityczną rzeczywistość.
p
Jan Lityński*:
Środki przekazu stały się areną brutalnej walki na wyniszczenie
Kondycja polskich mediów łączy się ściśle z kondycją polskiej demokracji. Na pytanie, czy media odgrywały i odgrywają istotną i pozytywną rolę w budowaniu jawności życia publicznego, odpowiadam: oczywiście tak. Bez wolnego słowa, niezależnych środków przekazu polska demokracja nie byłaby możliwa. Można jednak i należy dodać tu istotne "ale".
Jak zauważył Aleksander Smolar, demokracja ta była u schyłku lat 90. w lepszym stanie niż dzisiaj. Negatywną zmianę można zauważyć, obserwując spory między PiS a PO czy między prezydentem a premierem. To wymiana ciosów, a nie starcie racji. W ciągu mijającej dekady polityka przybrała charakter pewnej "technologii" i stała się po prostu PR. Liczy się przede wszystkim jej telewizyjno-sensacyjne oblicze. Media mają oczywiście istotny udział w tym procesie. Częściowo przyczyna tkwi w tym, co miało zapobiegać korupcji, czyli w finansowaniu z budżetu państwa partii politycznych, które sprawia, że obecnie nastawione są one w zasadzie tylko na błyszczenie w świetle telewizyjnych kamer, na spoty i billboardy. Celem stało się przytłoczenie wyborcy reklamą, a nie przekonanie go do swojego programu czy umiejętności dobrego rządzenia. Coraz częściej stosuje się też kampanię negatywną. Czy rozsądne przedstawienie swoich tez w sprawie na przykład służby zdrowia wywołałoby takie reakcje i dyskusje, jaką wywołuje ośmieszenie czy oszkalowanie przeciwnika politycznego?






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!