Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Rydzykofon i inne sakrobiznesy

2009-07-18 | Ostatnia aktualizacja: 19:43 | Komentarze: 0 | skomentuj
Rydzykofon i inne sakrobiznesy

Rydzykofon i inne sakrobiznesy Fot. Wojciech Jargilo / Inne

W połowie czerwca fundacja Lux Veritatis dwóch toruńskich redemptorystów podpisała umowę ze spółką CenterNet, należącą do imperium Romana Karkosika, na stworzenie społecznościowej sieci telefonii komórkowej. Przede wszystkim dla słuchaczy Radia Maryja. I tak ruszył operator wRodzinie, wart 160 mln zł diament w koronie medialnego imperium ojca Rydzyka.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Jego strona internetowa przekonuje, że nowa telefonia będzie ambasadorem dialogu międzypokoleniowego, ciepłą, przyjazną i opiekuńczą marką, pamiętającą o dzieciach, rodzicach i dziadkach. Starter za 20 zł, potem różnie. Bardziej opłaca się dzwonić do babci z telefonem wRodzinie, 19 groszy za minutę, bo już rozmowa z kimś, kto jest w sieci Play, kosztuje 78 groszy. Życzliwe naliczanie sekundowe. I jeszcze o marketing zatroszczył się prezes Jarosław Kaczyński, który pielgrzymom na Jasnej Górze powiedział, że sam chętnie kupi taki telefon. "Gratuluję sukcesu - i medialnego i ekonomicznego - ojcu Rydzykowi. Teraz czekam, aż Radio Maryja stworzy swoje linie lotnicze" - stwierdza w rozmowie z DZIENNIKIEM bp Tadeusz Pieronek.

Tymczasem redemptoryści nie są jedynymi przedstawicielami Kościoła, którzy w całkiem świecki sposób korzystają z uroków kapitalizmu. A i na sam pomysł linii lotniczych już ktoś wpadł, i to w dodatku z samej góry. W 2007 r. Watykan zaczął czarterować samoloty, by móc wysyłać nimi pielgrzymów w najróżniejsze zakątki świata. Najpierw z Rzymu do Lourdes, potem do Fatimy, wreszcie do meksykańskiej Gwadelupy. Pomocną dłoń podały kontrolowane przez włoską pocztę linie Mistral - przypadkowo czy nie - ozdabiające swoje maszyny w watykańskie żółcie i błękity. Bilety, a właściwie całe pakiety turystyczne, sprzedawano za tyle, by stać na nie było pielgrzymów. "Tu nie chodzi o biznesowy zysk, raczej o unowocześnienie i ułatwienie procesu, jakim jest pielgrzymka. Po prostu wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom ludzi" - tłumaczy ks. Cesare Atuire z watykańskiego biura pielgrzymkowego.

Szukanie alternatywnych źródeł energii też nie jest oryginalnym pomysłem toruńskiego redemptorysty. Podczas gdy cały świat Zachodu głowi się, jak uchronić ziemię przed globalnym ociepleniem klimatu, Watykan wychodzi ekologii naprzeciw, nie zapominając przy tym o wątkach komercyjnych. Kilka miesięcy temu w Państwie Kościelnym ruszył eksperymentalny system baterii słonecznych. Pozwala to zaoszczędzić ogromne ilości tradycyjnych paliw kopalnych. Jeżeli to doświadczenie przyniesie atrakcyjne rezultaty, Watykan nie wyklucza poważnych inwestycji w podobne baterie na swoich rozległych ziemiach w centralnych Włoszech. Już wkrótce może się okazać, że Stolica Apostolska będzie liderem w eksporcie nowoczesnej, ekologicznej energii.

Jest i nieco bardziej mroczna strona interesów Watykanu. Kiedy pod koniec lat 60. na sile zaczęła zyskiwać Włoska Partia Komunistyczna, wyrywająca się do surowego opodatkowania kościelnych obligacji, papież Paweł VI postanowił zadbać o watykański skarbiec, bo wbrew powszechnym opiniom coraz wyraźniej widać było w nim pustki. W 1971 r. powierzył urząd szefa Instytutu Dzieł Bożych (oficjalnej nazwy Banku Watykańskiego) amerykańskiemu biskupowi litewskiego pochodzenia Paulowi Marcinkusowi. Ten ostatni, aby ocalić kościelne zyski przed włoskim urzędem skarbowym, sporo zainwestował w małą kasę pożyczkową Banco Ambrosiano, od lat 20. znaną jako "bank księży". Wkrótce instytucja ta stała się największym prywatnym bankiem we Włoszech. Jej współpracujący z mafią szef Roberto Calvi stworzył skomplikowany system prania pieniędzy w rajach podatkowych, na czym zarabiał dla Banco Ambrosiano ogromne pieniądze. Calviego zamordowała mafia, a cała afera z bankiem zakończyła się wyrokami skazującymi dla kilkudziesięciu ludzi z jego otoczenia. Tylko biskup Marcinkus - w końcu jeden z głównych bohaterów skandalu - pozostał na wolności. Przez całe lata 80. ukrywał się w Watykanie przed nakazem aresztowania wystawionym przez mediolańską prokuraturę. Resztę swoich dni spędził jako wikary w jednej z wiejskich parafii w Arizonie.

Źródło: dziennik.pl
12345następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «