>>> Przeczytaj część pierwszą

>>> Przeczytaj część drugą

Warszawa 11 VIII 44 r.
Kochana Mamo!!!

Przede wszystkim jestem żywy i zdrów!!! Do dn 10 VIII byłem cały czas na Kolonii Staszica. Parę pierwszych dni było zupełnie dobrze. Od 5 VIII sytuację opanowali szkopy, z powodu zupełnego braku broni. Ukraińcy robili rzezie niewinnych kobiet, dzieci i starców. Ja, dzięki Bogu, wraz z Heńkiem przetrwałem szczęśliwie i w nocy z 10 na 11 przedarliśmy się do Śródmieścia, które jest prawie całkowicie opanowane przez nas.

Całuję mocno
Stefan
Poczta Polowa 101
2-gi Batalion Szturmowy "Odwet"
st. strzelec "Pięć B"

Najmilsi Kochani Moi- Najdroższy Syneczku Mój!

Już drugą kartkę wysyłam w nadziei, że Wam przecież doręczą. Taka jestem niespokojna o Was - co się z Wami dzieje? Czy zdrowi jesteście? My przechodziłyśmy okropne rzeczy, ale jesteśmy wszystkie zdrowe i żyjemy - mieszkamy na Marszałkowskiej 59.

Ja pracuję w piekarni - o Jasiu nie mamy niestety żadnych wiadomości. Czasem aż mi serce pęka, ale nie daję się! Może niedługo do Was dojdę! Błagam o wiadomość odwrotną o Was i o Andrzejewskich. Tak tęsknię za Wami! Wierzę, że będzie niedługo dobrze. Mocno Was całuję i polecam opiece boskiej. Wasza

Danusia

Wa-wa 15 VIII 44 r.
Moi Drodzy

Żyję - jestem zdrowa i cała. Mieszkam czasowo na ul. Wspólnej 10 m 32. Do was nie mogę się na razie przedostać. Nie traćcie otuchy i nadziei, będzie wszystko dobrze. Trzymajcie się razem. Niech Tatuś opiekuje się Józiem. Józiu kochany, trzymaj się mocno. Dajcie mi znak o sobie. Wasza kochająca córka i żona.

Maryśka


Czwartek 17.8

Kochany Tatusiu - Wczoraj wysyłam już 1 list do Tatusia, ale czy doręczono go? Więc jeszcze raz podaję, co się z nami dzieje. Jestem tu z Zulą i gosposią. 3-go wyprowadzili nas wszystkich do Muzeum Narod., a dom został podpalony. To był najgorszy moment. W muzeum przesiedzieliśmy 2 doby w ciężkich warunkach. Wojsko żywiło nas sucharami. Potem puszczono nas z powrotem tutaj.

Część mieszkań się spaliła, ale nasze do tej pory stoi całe. Może Bóg da, że ocaleje do końca. Mieszkamy w piwnicy, bo na górze boimy się pocisków i pożaru. Wszyscy tu gotujemy wspólne zupy, poza tym gosposia dorabia nam różne kluski i kasze - głodu nie mamy.

Jesteśmy zdrowe i silne, a tylko moralnie nam smutno i ciężko. Nina jedyna, o której wiemy, że jest o 2 domy od "Batawii". Mieliśmy wiadomość od niej 3 dni temu. O Andrzeju żadnych danych i wieści, czy żyje i gdzie jest.

Martwimy się bardzo, bardzo brakiem wiadomości od Tatusia i nie rozumiemy zupełnie, dlaczego Tatuś nie daje znaku życia. Nasz dom tak na uboczu i trudno nam komunikować się z kimkolwiek, ale Tatuś ma przecież na pewno sposobność. Boimy się b. o Tatusia, czy zdrów? Jak przechodzi to wszystko? Czy mieszkanie ocalało? Czy Tatuś ma co jeść, czy się nie boi?

My żyjemy nadzieją, że przecież to się kiedyś skończy. Boimy się tylko ponownej ewakuacji, a ta może nam grozić w każdej chwili. Nie wiadomo dokąd, no i wtedy stracilibyśmy wszystko. Niech Tatuś koniecznie da nam znak życia, i to jak najprędzej, bo b. jesteśmy niespokojni. Całujemy Tatusia najserdeczniej

Marysieńka

p

Przez 63 dni na ulicach Warszawy około 180 harcerzy listonoszy było jedynymi łącznikami miedzy rozdzielonymi rodzinami. Nastoletni doręczyciele przedzierali się przez walczące miasto, by dostarczyć wiadomość od żołnierzy z barykad do ich matek, żon i narzeczonych. Listy pisali też cywile ukryci w piwnicach zrujnowanych kamienic.

O czym? Przede wszystkim o strachu przed śmiercią - nie swoją, lecz najbliższych. To najbardziej poruszający zapis dramatu tamtych dni. Publikujemy wybrane listy znalezione w ruinach powstańczej poczty przy ul. Tynieckiej na Mokotowie.

Listy publikujemy dzięki uprzejmości Jerzego Kasprzaka ps. Albatros, listonosza powstańczej poczty.