Planował zamach na Lecha Kaczyńskiego?
Tajemniczy incydent podczas obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego. Kwadrans przed Godziną "W" z tłumu warszawiaków zebranych na Powązkach funkcjonariusze BOR wyprowadzili 54-letniego Mirosława B. Mężczyzna był poszukiwany przez policję i miał grozić, że zabije prezydenta. Tyle że nikt tego nie słyszał.
- Prezydent: Powstanie dorosło do roli mitu
- Prezydent ma pretensje o uroczystości
- Wałęsa o pomyśle Kaczyńskiego: Ohydna gra!
- To nie był zamach, tylko okrzyki
- Godzina "W" - Warszawa wstrzymała oddech
- Buzek wybuczany, "Sto lat" dla prezydenta
- Warszawa stanęła w hołdzie powstańcom
- Nie było żadnego zamachu na prezydenta
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Kwadrans przed Godziną "W" do funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu ochraniających okolice pomnika Gloria Victis podszedł kombatant. Stwierdził, że w tłumie warszawiaków, jest mężczyzna, który grozi, że zabije prezydenta. Lech Kaczyński brał udział w uroczystościach pod Pomnikiem, dlatego BOR-owcy zareagowali natychmiast. Wyprowadzili wskazanego Mirosława B. z tłumu i przekazali go policjantom z Żoliborza.
>>> Godzina "W" - Warszawa wstrzymała oddech
Tę wersję wydarzeń potwierdza w rozmowie z RMF rzecznik Biura Ochrony Rządu Dariusz Aleksandrowicz. "Zatrzymanego mężczyznę, 54-letniego Mirosława B., z miejsca uroczystości wyprowadzili funkcjonariusze BOR i przekazali policjantom operacyjnym komendy powiatowej Warszawa-Żoliborz" - mówi.
Okazało się, że mężczyzna jest poszukiwany przez policję w celu "ustalenia pobytu". Najprawdopodobniej nie stawiał sie na wezwania sądu. Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej nie potrafił jednak powiedzieć, dlaczego policja szukała B.
>>> Buzek wybuczany, "Sto lat" dla prezydenta
W sprawie jest więcej niewiadomych. Policja przekazała sprawę prokuraturze, ale nie ma nikogo, kto słyszałby rzekome groźby. "Przesłuchaliśmy funkcjonariuszy BOR, ale oni sami nie słyszeli słów obraźliwych ani gróźb pod adresem pana prezydenta, a także nie potrafili wskazać osób, które takie słowa słyszały" - mówi Szyndler w rozmowie z DZIENNIKIEM.
o ewentualnych zarzutach zdecyduje prokuratura, ale bez świadków ich postawienie będzie bardzo trudne.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!