O pierwszym wpisie do ksiąg zadecydował przypadek. Pięć lat temu podczas uroczystości otwarcia muzeum obecni byli przedstawiciele najwyższych władz państwowych, wśród nich ówczesny premier Marek Belka.

"Premier Belka nie mógł zostać do końca uroczystości, gdyż wypadło mu jakieś inne ważne spotkanie" - mówi Jan Ołdakowski, dyrektor muzeum. "Wychodząc, wpisał się do księgi i w ten sposób stał się pierwszą osobą w naszej księdze pamiątkowej".

>>> Pięć lat warszawskich emocji

"Życzę, aby Muzeum Powstania Warszawskiego stało się chlubą Warszawy i jej mieszkańców, a dla naszych gości stało się miejscem najlepszych lekcji historii Polski i Europy" - napisał Marek Belka.

Najcenniejszy wpis do księgi

W pierwszej z ksiąg wiele jest wpisów powstańców lub świadków wydarzeń z 1944 r. Dedykacje są bardzo osobiste. Nic dziwnego, zrobili je bowiem ludzie, którzy tamte zdarzenia rozpamiętywali przez całe życie. Częstymi zwrotami, jakie się w nich przewijają, są: "byłam tam", "walczyłem", "widzieliśmy", "przeżyliśmy", "pamiętamy". Niekiedy ludzie zapisywali fragmenty powstańczych przeżyć, własnych lub usłyszanych z opowieści swoich bliskich lub znajomych.

Szczególną wagę ma wpis Jana Nowaka-Jeziorańskiego: "Jestem szczęśliwy, że u schyłku mego życia powstała instytucja, której celem jest utrwalenie najbardziej znaczącego ogniwa w łańcuchu doświadczeń mego pokolenia" - pisał Jeziorański. "Muzeum to chyba najlepsza forma upamiętnienia historii - jakby trójwymiarowa w porównaniu ze słowem żywym albo pisanym. Muzeum nie tylko opisuje, lecz także pokazuje strzępy i ślady przeszłości, zbliżając ją współczesnym".

Nie był on jednak pierwszym powstańcem, który złożył swój wpis w księdze pamiątkowej muzeum.

"Ten Piękny Podarunek Pana Prezydenta będziemy pamiętać do końca naszego życia" - tak brzmi pierwszy wpis powstańca, którym był Jerzy Pawlak ps. Tyrolczyk, żołnierz zgrupowania "Krybar". Podziękowania dla Lecha Kaczyńskiego, który w 2004 r. był prezydentem stolicy i doprowadził do utworzenia muzeum, są częstym motywem wśród dedykacji osób pamiętających czasy powstania.

czytaj dalej


Wielcy i mali tego świata

Osobną grupę stanowią wpisy złożone przez możnych tego świata. Wpisy ważnych polityków, w szczególności głów państw odwiedzających muzeum w trakcie oficjalnych wizyt w naszym kraju, nie są spontaniczne. Z reguły ich treść jest wcześniej uzgadniana przez obie strony w protokole dyplomatycznym. Czasami bywa jednak inaczej.

"Nieraz po wpływem emocji politycy zmieniali wcześniej ustaloną dedykację" - opowiada Jan Ołdakowski. "Dzieje się tak wówczas, gdy nasza ekspozycja wywarła na kimś szczególne wrażenie. Można wtedy zobaczyć, jak ktoś z otoczenia ważnej osobistości dyskretnie notuje nową wersję wpisu. Taka sytuacja miała miejsce m.in. podczas wizyty prezydenta Izraela Szymona Peresa podczas obchodów 65. rocznicy wybuchu powstania w getcie, które odbyły się w zeszłym roku" - dodał dyrektor.

>>> "Powstańcami zostali na całe życie"

"Polskie Powstanie i Żydowskie Powstanie to szczyty bohaterstwa, wyższe niż każda góra, wysokie jak nadzieja ludzka, której nie można zniszczyć. Tu można pisać tylko łzami" - zapisał wówczas przywódca państwa żydowskiego.

Wpisy innych światowych sław nie są już tak wzniosłe: "Spędziłam tu wspaniale czas, ucząc się historii Polski! Dziękuję za to, że mogłam tu być" - napisała Sharon Stone.

Ostatnią osobistością, która jak do tej pory złożyła swój hołd dla powstańcom w księdze pamiątkowej, jest Dalajlama XIV.

Obok słów znanych osób w księgach znajdują się wpisy zwykłych ludzi, niektóre z nich są bardzo wzruszające. "Dziękuję za moją pierwszą lekcję historii. Rafał, lat 8" pisane niewprawną ręką sąsiaduje z dedykacjami ludzi w jesieni życia. Z reguły starsi ludzie wpisują się z pietyzmem. Wpisy młodych natomiast składają się zwykle z kilku słów, np.: "Było OK!", "Fajnie tu" i podobnych.

czytaj dalej


Wpisy Niemców

W księgach pamiątkowych znajdują się także słowa napisane przez niemieckich gości muzeum. Pierwszym Niemcem, jaki złożył swój wpis do księgi pamiątkowej, był kanclerz RFN Gerhard Schroeder.

"Dla Niemców powstanie jest trudnym tematem" - mówi dyrektor Ołdakowski. "Szczególnie zapadła mi w pamięć wizyta byłego prezydenta RFN Richarda von Weizsaeckera. Gdy oprowadzałem go po naszej ekspozycji, zauważyłem, że on - niegdyś żołnierz Wehrmachtu - czuł współodpowiedzialność za tamte wydarzenia."

"Wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego jest dla Niemca wstrząsającym, ale koniecznym doświadczeniem" - napisał w księdze pamiątkowej były prezydent RFN podczas odwiedzin placówki 5 marca 2007 r. "Musimy i chcemy jak najlepiej nauczyć się rozumieć historię naszych sąsiadów".

>>> Godzina "W" - Warszawa wstrzymała oddech

Według Ołdakowskiego taka postawa nie jest wśród Niemców, szczególnie młodych, rzeczą powszechną. I nie wynika to z ich złej woli, raczej z niewiedzy. W niemieckich szkołach nie podaje im się zbyt wielu szczegółów o tym, co działo się podczas okupacji w stolicy Polski.

"Z reguły młodzi Niemcy są zaskoczeni tym, co u nas oglądają" - mówi Ołdakowski. "Mają poczucie, iż wiedzą o zbrodniach niemieckich podczas wojny. Tutaj natomiast trafiają na miejsce, które niby przypomina im to po raz kolejny, jednak podając nowe i nieznane wcześniej fakty."

Pierwsza z ksiąg znajduje się w muzealnej czytelni. Ponadto przy wejściu do muzeum przez cały czas wystawiona jest ostatnia z ksiąg, do której wpisu może dokonać każdy, kto zwiedzi Muzeum Powstania Warszawskiego.