Ryszard G. w momencie ogłaszania wyroku nie krył wzruszenia. Ocierał lecące mu z oczu łzy. "Mam nadzieję, że teraz będziemy mogli żyć godnie z moim partnerem" - mówił zgromadzonym przed sądem dziennikarzom.

25-latek z Wolina twierdzi, że od sąsiadki co chwila słyszał złośliwe epitety. Anna Sz. rozpowiadała w 5-tysięcznej miejscowości, że "pedał sprowadził sobie pedała". Ryszard G. skarżył się też, że zaczepiali go na ulicy obcy ludzie, mówiąc: "Może pałeczkę, może dupeczkę? To ten kochaś, o którym Sz. mówiła".

W końcu mężczyzna nie wytrzymał i skierował sprawę do sądu. Sąsiadkę oskarżył o naruszenia dóbr osobistych przez nazywanie "pedałem" i podobnymi określeniami, a także publicznym komentowaniem życia intymnego oraz orientacji seksualnej.

Sąsiadka, której rodzina od wielu lat jest skłócona z rodziną Ryszarda G., do końca nie miała sobie nic do zarzucenia. "Nigdy nie obrażałam tego pana. Nie używałam słów, o jakie ten pan mnie oskarża. Wszyscy świadkowie, którzy zeznawali przed sądem kłamali" - relacjonuje jej słowa "Gazeta Wyborcza".

Ale świadkowie przekonali sąd. Mówili tez o tym, jak Anna Sz. starała się zmienić ich zeznania. "Chciała, żebym przyszła do jej mieszkania, to powie mi, jak zeznawać. Jak się nie zgodziłam, zaczęła rozpowiadać, że jestem szmatą, która oszukuje klientów" - mówiła na jednej z rozpraw sprzedawczyni ze sklepu spożywczego.

Sąd Okręgowy uznał, że to wystarczające dowody, iż Anna Sz. naruszyła dobra osobiste Ryszarda G. Złośliwa sąsiadka ma mu wypłacić 15 tysięcy złotych zadośćuczynienia.