Dzikie koty, które pojawiały się w różnych częściach Polski, to pumy, które uciekły z nielegalnej czeskiej hodowli - twierdzi "Dziennik Zachodni". Dwa koty miały krążyć po lasach u naszych południowych sąsiadów, trzy dostały się do Polski. Według anonimowego informatora zostały u nas zastrzelone przez myśliwych.

O te rewelacje spytaliśmy Janusza Zaleskiego, Głównego Konserwatora Przyrody w randze podsekretarza stanu, który od początku pilotuje ze strony rządowej sprawę tajemniczych "bestii".

Jakub Chełmiński: Czy koty grasujące po polskich lasach, to pumy które uciekły w Czechach?
Janusz Zaleski*: Historia o pumach, które uciekły z hodowli, jest tylko jedną z zakładanych przez nas wersji. Nielegalne hodowle dzikich zwierząt zdarzają się w całej Europie, zdarzają się też ucieczki z nich. Pytaliśmy o taką sytuację stronę czeską, ale tamtejsze władze nic o tym nie wiedzą.

W takim razie jakie zwierze widują ludzie w całej Polsce?
Wybuchła panika, ludzie widzieli to co chcieli. Mamy jednak także wiarygodne doniesienia od leśniczych i myśliwych, czyli osób które znają się na dzikich zwierzętach. Przedstawiane przez nich opisy faktycznie najbardziej pasują do pumy, ale nawet to nie jest pewne.

Dlaczego zatem minister środowiska Maciej Nowicki wydał pozwolenie na odstrzał kotów?
Faktycznie w piśmie wysłanym do Polskiego Związku Łowieckiego przyjmujemy możliwość odstrzału w przypadku narażenia życia lub zdrowia ludzi. Takie pismo było konieczne, bo prawo nie przewiduje sytuacji, w której egzotyczne zwierzę chodzi po polskich lasach. Pumy nie są u nas zwierzętami łownymi. W pierwszej kolejności rekomendowaliśmy jednak podanie środka usypiającego, następnie odłowienie zwierzęcia, a dopiero w ostatniej kolejności odstrzał. Choć pierwsze dwie możliwości z praktycznego punktu widzenia są niemal niemożliwe.

Może ktoś skorzystał z tej możliwości i wybrał sie na egzotyczne polowanie na Opolszczyźnie?
Każdy myśliwy polujący na danym terenie musi wpisać każde ustrzelone zwierzę do specjalnej księgi w miejscowym Kole Łowieckim. Nikt takiego wpisu w Polsce nie zrobił.

Bo chce sprzedać cenne futro na czarnym rynku?
To już byłoby przestępstwo. Mimo tego trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś nie zgłosił takiego trofeum.

Czyli pumy nadal biegają po lasach?
Nie możemy tego wykluczyć, choć liczba wiarygodnych doniesień ostatnio wyraźnie zmalała. Nikt jednak nie zabił zwierząt, więc cały czas mogą żyć na wolności.

p

*Janusz Zaleski jest głównym konserwatorem przyrody i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska