Socjolodzy pod kierunkiem ks. prof. Sławomira H. Zaręby przeprowadzili badanie na reprezentacyjnej grupie Polaków w wieku powyżej 18 lat. To pierwsza próba określenia profilu społeczeństwa uwzględniająca naszą religijność. Badanie ma być cyklicznie powtarzane.

Wyniki sondażu pokazują, że w ciągu ostatnich 10 lat tylko o 4 proc. spadła liczba osób, które deklarują wiarę, ale za to przybyło tych, które mówią, że są głęboko wierzące. ”Nastąpiło tylko przesunięcie oznaczające, że Polacy są o wiele bardziej świadomi swojej wiary” - uważa ks. prof. Władysław Majkowski, szef Instytutu Socjologii Religii na UKSW.

Te spostrzeżenia potwierdzają inni księża. ”Zwiększa się choćby liczba osób, które chcą przeżyć zamknięte rekolekcje oferowane przez różne instytucje kościelne. Na nasze jezuickie nauki, które prowadzimy latem, często nie można się dostać, bo wszystkie miejsca są od dawna pozajmowane. To pokazuje, że coraz więcej osób poszukuje religijności i duchowego wymiaru w życiu” - mówi ks. Dariusz Kowalczyk. Jego zdaniem wiara stała się wolnym wyborem. ”W czasach komunizmu Kościół kojarzył się z walką z systemem, więc był istotny nawet dla osób niewierzących. Dziś ważna stała się sama wiara. Bez kontekstu politycznego” - tłumaczy.

Oprócz wiary Polacy deklarują także przywiązanie do wartości ściśle wynikających z religii. Blisko 82 proc. ankietowanych twierdzi, że ich oceny etyczne kształtowane są przez dekalog. W praktyce jednak to się rozmywa. Bo choć Polacy są przeciwni aborcji - nawet bardziej niż dziesięć lat temu - a także zaostrzyło się ich negatywne podejście do rozwodów, to już do środków antykoncepcyjnych podchodzą dużo bardziej liberalnie. Blisko połowa uważa, że nie ma nic złego w ich stosowaniu.

Zdaniem ks. Kowalczyka wiele naszych deklaracji wynika raczej z pragnienia dotrzymywania wartości niż z rzeczywistych postaw. ”W życiu praktycznym często Polacy podchodzą bardzo wybiórczo do przykazań kościelnych. Jest kryzys w małżeństwie, to się rozwodzą, uważają też, że mogą nie przestrzegać niektórych zasad” - przekonuje duchowny.

Według socjologa prof. Janusza Czapińskiego świadczy to o naszej hipokryzji. ”Mamy na tyle rozwiniętą inteligencję, że potrafimy zawsze własne uczynki usprawiedliwiać, natomiast bliźnim nie umiemy wybaczyć. Ci, którzy mówią, że są przeciwni zdradom czy przykazaniom kościelnym, myślą raczej o swoim sąsiedzie niż o sobie. Kto głosi bardzo konserwatywne poglądy, na pewno je potępia u innych. Jesteśmy bowiem mało tolerancyjni wobec zachowań innych. Osądzamy ich niezwykle rygorystycznie. Polacy od zawsze żyją w rozdwojeniu. Jest takie powiedzenie, że poglądy ma się na użytek innych ludzi, a nie na własny” - mówi.

Czy nasz deklarowany konserwatyzm jest powodem do zadowolenia? ”To ucieczka od wolności” - uważa jeden ze współautorów badania Marcin Zarzecki. Jego zdaniem taka postawa źle wpływa na rozwój społeczny. ”Powoduje, że stajemy się społeczeństwem pasywnym” - mówi socjolog.