Rafał Matyja w swojej najnowszej książce "Konserwatyzm po komunizmie", której fragment dziś publikujemy, sporządza bilans rozwoju myśli konserwatywnej w ostatnim dwudziestoleciu. I zastanawia się zarazem, co z tego bilansu wynika na przyszłość. Jego zdaniem konserwatyzm zdoła zachować intelektualną i polityczną żywotność, jeśli zdecyduje się podjąć "grę z nowoczesnością". Jej istotą jest taka relacja wobec otaczającej rzeczywistości, która pozwala krytycznie "oswajać" zachodzące w niej zmiany i nie popadać w jałową kontestację. Konserwatyści muszą zdać sobie sprawę, że być może będą musieli zrezygnować z części dawnych lojalności i przekonań. I przejść na pozycje "postkonserwatywne", charakteryzujące się większą elastycznością. Bez tego skazani są na brnięcie w ślepą uliczkę buntu przeciw "zepsutemu Zachodowi" czy "relatywizmowi moralnemu". Na budowanie tożsamości, które zapewnią im wprawdzie komfortowe bytowanie w wieży z kości słoniowej, ale uczynią ich zarazem bezsilnymi w obliczu prawdziwych politycznych wyzwań.

Książka "Konserwatyzm po komunizmie" ukazała się nakładem Wydawnictw Akademickich i Profesjonalnych. Tytuł przedstawionego fragmentu, śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji "Europy".

p

Rafał Matyja*:

Tradycja konserwatywna przybiera dziś w Polsce rozmaite formy. Przetrwają tylko te, które podejmą świadomą grę z nowoczesnością

Tytuł niniejszego tekstu jest nieco na wyrost, bo o przyszłości polskiego konserwatyzmu nie da się powiedzieć nic pewnego. Można jedynie wróżyć z przesłanek, przyglądać się tendencjom i rozwojowi myśli, analizować i porządkować główne wątki i możliwe pola sporu. Po takiej analizie wypada pozostawić czytelnikowi ostateczne prawo do stawiania prognozy dotyczącej przyszłości poszczególnych nurtów i form tego zjawiska.


Chodzi zatem nie tylko o to, że nie ma jednego konserwatyzmu. Raczej o to, że nurty pochodzące z konserwatywnego źródła wcale nie muszą - z odleglejszej perspektywy - stanowić jego naturalnej kontynuacji. To, co wydaje się być wiernością najbardziej istotnym rozpoznaniom tradycji konserwatywnej, może się okazać tylko akademickim ekstrapolowaniem doktrynalnych modeli (a zatem tworów w oczywisty sposób sztucznych). To zaś, co wydaje się zaledwie tknięte konserwatywną inspiracją, może w dialogu z rzeczywistością nabrać cech ważkiej intelektualnie i politycznie kontynuacji. I odwrotnie. Pozorny anachronizm może się okazać roztropną reakcją na intelektualne mody, a nerwowe unowocześnianie konserwatyzmu może prowadzić do utraty wszelkich konserwatywnych właściwości.

Istotne podziały

Dylematy konserwatyzmu nie są jakimiś akademickimi problemami albo też zmartwieniem mniej lub bardziej wpływowej ideologicznej sekty, która w swych teologicznych lub metafizycznych rozwiązaniach dobrnęła do kategorycznego albo-albo. Konserwatyzm odegrał wielką rolę właśnie w takim formułowaniu problemów, które służy poważnej refleksji nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością; przyczynił się do wychowania części politycznej i intelektualnej elity do pewnego poziomu konceptualizacji rzeczywistości, jaki siłami jednego pokolenia byłby trudny do osiągnięcia.

Zarazem - jak się wydaje - dojrzał do podziału. Nie personalnego czy politycznego, ale opartego na wewnętrznej świadomości określenia nowych, wyrosłych na jego gruncie nurtów myśli czy też sposobów rozumienia i opisywania rzeczywistości. W jego obrębie powstają nieuchronnie antagonistyczne szkoły, których znaczenie i żywotność, a także siła oddziaływania zależą w znacznej mierze od pracy umysłowej, jaka zostanie w ich ramach podjęta.

Antagonizm ten w warstwie politycznej może mieć skutki w postaci wyrazistej odrębności poszczególnych nurtów lub jakiejś formy zasadniczego kompromisu, gdyby wymagała go ranga spraw wymagających zgody, rachunek sił lub też poważne zagrożenie dla rzeczy wspólnych. Jednak wzgląd na rozwój intelektualny nakazuje, by różnic tych nie chować, by nie zalepiać ich jakimiś "ekumenicznymi" grzecznościami. Szacunek dla przeciwników, po ludzku rozumiana sympatia do adwersarzy czy nawet pamięć toczonych w przeszłości wspólnie bojów nie wymagają w żadnym wypadku rezygnacji z własnego zdania.


Najważniejsze dziś nurty konserwatyzmu dają się określić, w uproszczeniu, następująco: tradycjonalistyczny, wspólnotowo-republikański, instytucjonalistyczny. W dłuższej perspektywie mogą się one okazać zalążkami nurtów odrębnych, wiodących swój żywot poza ciągłością dającą się wpisać w szeroki nurt myśli konserwatywnej, lub - przeciwnie - mogą okazać się potwierdzeniem żywotności idei konserwatywnych. Być może, rywalizacja między nimi rozegra się poza sferą polityczną czy organizacyjną.

O praktycznym wymiarze każdego z tych nurtów mogą też zadecydować widoczne gołym okiem mosty, jakie między tradycjonalizmem a republikanizmem stanowią środowiska "Arcanów" czy pisma "Teologia Polityczna". Nawet odległe od siebie ideowo środowiska mogą znaleźć na głębszym poziomie płaszczyznę porozumienia polegającą na poważniejszym niż w refleksji pozostałych nurtów traktowaniu zagadnienia państwa i władzy.

Mapa ideowa polskiego konserwatyzmu nie przypomina zatem systemu dobrze uporządkowanych szufladek, ale wzajemnie przenikające się pola sił - pola intelektualnego i środowiskowego oddziaływania. Istotne podziały, które będą zapewne decydować o przyszłości tego nurtu, dotyczą dziś przede wszystkim stosunku do nowoczesności i diagnozy jej możliwych skutków: od erozji instytucji począwszy, a na dechrystianizacji skończywszy. Patrzącemu z dalszej odległości niezaangażowanemu widzowi wydadzą się one zapewne tylko sporem o rozłożenie akcentów, o proporcje. Jednak dla każdego, kto zna skomplikowaną architekturę idei, konflikt o "drobiazgi" i proporcje będzie stanowił pewnego rodzaju znak orientacyjny tego, jak kształtują się intelektualne fundamenty polskiej prawicy.

Formy istnienia

Obok podziałów ideowych, które widoczne są już dziś i mogą się okazać istotne w przyszłości, prowadząc nawet do istotnego przekształcenia konserwatyzmu, można postrzegać także różne sensy postawy konserwatywnej. Konserwatyzm był dla wielu przede wszystkim odkryciem języka i pojęć zniszczonych lub przeinaczonych przez komunizm. Był też odtrutką na moralistyczny język opozycji lat 80. Oczywiście współczesna paleta języków i pojęć oferowanych przez polski konserwatyzm jest znacznie bogatsza. Można nawet dostrzec pewien intensywny wysiłek "przeczesywania" zasobów intelektualnych konserwatyzmu powszechnego, dokonywany z perspektywy akademickiej bądź z perspektywy polityki poszukującej nowego języka (jak w wypadku recepcji tekstów Carla Schmitta).


Pokrewne temu podejściu językowemu jest traktowanie konserwatyzmu czy już tylko postkonserwatyzmu jako pewnej strategii gry z rzeczywistością. "Postkonserwatysta - pisze Tomasz Gabiś - przychyla się do opinii, że nie można dziś frontalnie atakować systemu, występując w roli rewolucyjnego - konserwatywnego lub lewicowego - samotnego bojownika. Taka postawa jest bowiem sensowna tylko wówczas, kiedy dysponuje się »obiektywnie konieczną« perspektywą przyszłości, kiedy zna się »sens historii«. On żadnego sensu historii dociec nie potrafi. […] Więc nie wie, co wybrać: konstruktywny opór czy kolaborację, pozbawioną najmniejszej choćby odrobiny entuzjazmu; przemyśliwuje intensywnie, jak by tu nie popaść w jałowy konformizm, a zarazem uniknąć pułapki równie jałowego buntu (…)".

Ta gra nie prowadzi zatem ani do pełnej afirmacji tego, co nowoczesne, ani do odrzucenia nowoczesności dokonanego w imię dawnych zobowiązań. Taką grę zresztą rozpoznamy także w postawach tych konserwatystów, którzy twierdzą, że zarówno nowoczesność, jak i samą możliwość gry z nią odrzucają. Dostrzeżemy ją na przykład w akcie wyboru tych elementów własnego przesłania, które w danym momencie stwarzają korzystniejszą dystynkcję w stosunku do złamanego moralnie - ex definitione - otoczenia.

Ci jednak, którzy takiego uwikłania w grę nie dostrzegają, mogą nadal uznawać konserwatyzm za postawę wyrażającą niezgodę na rzeczywistość. Będzie to więc wytrwałe odrzucanie historycznych konsekwencji zmian cywilizacyjnych, sprzeciw wobec porządków politycznych odziedziczonych po wieku rewolucji, niezgoda - jak w wypadku "Frondy" czy "Christianitas" - na samą dechrystianizację lub "tylko" na postkomunistyczne porządki.

W tym ostatnim sensie konserwatyzm nowego pokolenia ma całkiem inną - mniej osadzoną w kulturowych projektach, a bardziej w realnym doświadczeniu - perspektywę. Pisał o tym w 2002 roku jeden z liderów tego pokolenia Tomasz Chmal. "Nasz konserwatyzm jest protestem przeciwko zastanemu układowi. Mówimy o »konserwatywnej rewolucji«. To wewnętrzna sprzeczność. Konserwatyzm zakłada bowiem szacunek dla przeszłości, kultywowanie tradycji. Z przyczyn oczywistych nie może być to tradycja PRL. Fundamentem mogą być jedynie wartości ponadczasowe, których nośnikiem był i jest Kościół katolicki. Oferta Kościoła jest dla młodych ludzi atrakcyjna. Mówimy jednak o rewolucji, gdyż czekają nas ogromne zmiany. Dotyczyć muszą niemal każdej dziedziny życia, od szkół podstawowych po wyższe, od wojska po szpitale, od górnictwa po rolnictwo".


Istnieje wreszcie utrwalone w polskiej tradycji postrzeganie konserwatyzmu jako szkoły praktycznego patriotyzmu, jako takiego nurtu publicystyki historycznej i politycznej, który nie tylko próbuje wzmocnić postawę miłości ojczyzny, ale szuka dla niej praktycznych wskazówek. W epilogu swojej przenikliwej książki o Ruchu Młodej Polski Piotr Zaremba stwierdza: "Młodopolacy powtarzają dzisiaj zgodnie, że ich formacja okazała się dobrą szkołą uprawiania polityki, mówienia i pisania o niej". Szkołą, która miała praktyczny wymiar; były to debaty, publikacje, wreszcie czas, jaki liderzy poświęcali adeptom Ruchu - często studentom lub świeżo upieczonym absolwentom. Już wówczas była to szkoła polemiczna, bo jak mówił cytowany przez Zarembę Bartyzel: "Nie ulega wątpliwości, że emblematy narodowe (czy narodowo-religijne) funkcjonują w Polsce jako substytuty kategorii politycznych. Nie pojęcia ściśle polityczne, nie chłodna analiza politycznych potencjałów, ale symbole i pamiątki narodowe spełniają funkcje opisu sytuacji i próby prognozowania, a ich obrona zastępuje wysiłek formułowania nie tylko globalnego programu, ale i najbardziej elementarnych, cząstkowych celów społecznych".

Nowe tożsamości

Konserwatyzm może być ponadto dostarczycielem tak deficytowych w obecnym świecie tożsamości. Zdzisław Krasnodębski przekonuje, że współczesne społeczeństwa mają "swoje uświęcone tradycją instytucje, postacie i mity. Są nie tylko demokracjami, lecz także narodami zjednoczonymi wspólną pamięcią historyczną. W ich prawnych systemach i instytucjach ciągle jeszcze jest skondensowana tradycja i moralność, której przezornie nie uzależnia się od plebiscytu opinii publicznej" .

Konserwatyzm może wreszcie poprzestać na tym, w czym osiągnął już w minionym ćwierćwieczu niezłą wprawę, czyli stać się wybornym krytykiem rzeczywistości i jej głębszego wymiaru, jakim jest traktowana ze szczególnym zacięciem polemicznym nowoczesność. Postawa ta może zresztą okazać się ze wszech miar pożyteczna, albowiem - jak pisał Krasnodębski - "filozoficzny dyskurs nowoczesności był zawsze jednocześnie krytyką nowoczesności […]. Nowoczesnej cywilizacji od początku towarzyszyła świadomość, że jest ona patologiczna".


Konserwatyzm - spełniając te wszystkie funkcje - nie musi przy tym być polityczny w tym sensie, jaki nadaje mu logika demokratycznej rywalizacji. Nie musi stać się nazwą partii, imieniem jednego z politycznych ugrupowań czy też strony światopoglądowego sporu. To unikanie stronniczości pozwoli mu zachować zdolność docierania do prawd ukrytych, formułowania na nowo opisu rzeczywistości. Jeżeli jego dystans do współczesnej polityki będzie rósł, być może odnajdziemy postawę konserwatywną jedynie w Matejkowskiej metaforze Stańczyka. "Realna władza - pisze Gabiś - jest bowiem czymś innym niż wypowiadaniem prawdy. Jest podejmowaniem decyzji i ponoszeniem odpowiedzialności, a tego Stańczyk nie potrafi. W świecie władzy słowo jest czymś całkowicie odmiennym niż w świecie intelektu. Tu słowo waży tysiąckrotnie więcej, oznaczać może życie lub śmierć, wojnę lub pokój, walkę lub kapitulację. Stańczyk »na tronie« nadal głosiłby swoje prawdy, nie rozumiejąc, że nie to jest jego zadaniem i nie tego od niego oczekują. W świecie słowa wszystko jest ulotne, jedni rozumieją je tak, drudzy inaczej i zawsze istnieje możliwość zaprzeczeń. […] Rządzenie żywymi ludźmi to inna sztuka niż panowanie nad ideami i zmuszanie słów do uległości. Piękna to rzecz być »rycerzem prawdy«. Ale »rycerz prawdy« zawiedzie, gdy zechce być »rycerzem prawdziwym«. Gdy natrą na niego zbrojni, zawaha się, zanim dobędzie miecza, sto myśli przebiegnie mu przez głowę, sto dobrych rad mu się przypomni. I to wystarczy, by przegrał. Dla Stańczyka »na tronie« jego »nadmierna« mądrość stanie się przekleństwem, jego inteligencja nie zastąpi instynktu władzy, sparaliżuje go lęk przed odpowiedzialnością, podjęcie decyzji będzie dla niego męczarnią".

Rafał Matyja

p

*Rafał Matyja, ur. 1967, historyk, politolog, wykładowca Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. Jeden z najbardziej znanych polskich publicystów i komentatorów politycznych - dziś związany z "Dziennikiem". W latach 90. pełnił funkcję redaktora naczelnego "Kwartalnika Konserwatywnego" oraz redaktora "Nowego Państwa". Opublikował m.in. książki "Państwowość PRL w refleksji politycznej lat 1956 - 1980" (2007) oraz ostatnio "Konserwatyzm po komunizmie" (2009). W "Europie" nr 270 z 6 czerwca br. zamieściliśmy jego tekst "Rewizjonizm na miarę epoki".