Autor happeningu jest już w drodze powrotnej do swojego kraju. Najprawdopodobniej pochodzi z Wielkie Brytanii. DZIENNIK nawiązał kontakt z jego polskim kolegą.

"Fernando nigdy nie ma pozwoleń. To artysta, który od jakiegoś czasu robi happeningi na całym świecie. Fernando wyśmiewa rzeczy prymitywne. Jego zdaniem politycy powinni się zająć problemem bezrobocia, głodu i pokoju na świecie, a nie odwoływaniem koncertu, który i tak się odbędzie" - pisze w mailu osoba, która umieściła w sieci film z happeningu.

Kontrowersyjny plakat z Madonną wisiał kilka godzin i od świtu był doskonale widoczny dla kierowców przejeżdżających Wisłostradą. Zniknął ok godz. 8.

"Został odcięty przez, jak się domyślamy, przeciwników" - mówi DZIENNIKOWI polski znajomy Fernanda. Chodzi o przeciwników zaplanowanego na sobotę koncertu piosenkarki na warszawskim Bemowie. W tym samym dniu katolicy w Polsce obchodzą święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

p