Procesom już dziękujemy
Rodzice 11-letniej Australijki, skarżący sieć KFC o zarażenie ich córki salmonellą, czy małżeństwo procesujące się z McDonald's o publikację w sieci ich prywatnych zdjęć, to kolejne odsłony wojny, która codziennie rozgrywa się między wielkimi koncernami a ich niezadowolonymi klientami. Bitwy, choć głośno o nich w mediach, coraz rzadziej kończą się jednak w sądzie.
- LOT stracił ponad 700 mln zł
- Wielka wojna o żołądki kierowców
- Masz problem? Napisz petycję
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Z najnowszego raportu Law School z Uniwersytetu Stanford wynika, że tylko w pierwszym półroczu 2009 r. liczba pozwów zbiorowych w Ameryce spadła o 20 proc. w porównaniu z rokiem 2008. W najbardziej narażonej na procesy branży medycznej liczba odszkodowań przekraczających milion dolarów obniżyła się o ponad połowę. Czym to tłumaczyć? Poszkodowani przez duże firmy wolą "zemścić się" na nich w internecie, spada też społeczne przyzwolenie na takie procesy.
Ta "kawa" była zdecydowanie za gorąca
Jak większość wojen także ta - Tiny i Philipa Shermanów z restauracją McDonald’s - zaczęła się niewinnie. 5 lipca 2008 r. Philip wyskoczył na hamburgera, nieopatrznie zostawił na stoliku telefon komórkowy, a w nim roznegliżowane zdjęcia żony. Obsługa zamiast schować i wyłączyć telefon, beztrosko pobuszowała w pamięci aparatu, a znalezione fotki wrzuciła do sieci. Pracownicy postanowili zareklamować przy okazji swe miejsce pracy, więc obok telefonu i adresu Tiny pojawiło się logo restauracji oraz rekomendacja: "laska - gorąca jak kawa z McDonald’s". Kolejne tygodnie były dla Shermanów koszmarem. Setki telefonów, mejli, a nawet osobistych wizyt mężczyzn nagabujących panią Sherman zmusiło małżeństwo do przeprowadzki. Miesiąc później zaskarżyli koncern, domagając się 3 mln dol. odszkodowania. Suma nie byłaby pewnie tak zawrotna, a para nie tak skłonna do sądowej konfrontacji, gdyby 16 lat wcześniej inna, tym razem prawdziwa kawa z McDonald’s, nie okazała się za gorąca.
27 lutego 1992 r. Stella Liebeck, 79-letnia mieszkanka Albuquerque w stanie Nowy Meksyk, gorącą kawą z McDonald’s oblała sobie uda i pośladki. Stwierdzono poparzenie trzeciego stopnia. Dwa lata później nie było po nich śladu, za to wartość sprzedanego przez koncern napoju wzrosła z 49 centów do 2,86 mln dol. Tyle sąd przyznał kobiecie w procesie, jaki wytoczyła sieci. "Liebeck stała się symbolem kuriozalnych pozwów, wytaczanych każdemu przez każdego" - pisze Randy Cassingham w książce "Prawdziwe nagrody Stelli". Przyznawane od 2002 r. nagrody dla najbardziej kuriozalnego pozwu powędrowały w ciągu siedmiu lat m.in. do kobiety skarżącej centrum handlowe, w którym została zaatakowana przez wiewiórkę (centrum nie ostrzegało klientów "przed możliwymi atakami dzikich zwierząt") i sędziego z Waszyngtonu, który pozwał na kwotę 65 mln dol. pralnię za "zgubienie pary jego ulubionych spodni".























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!