Lekarz: Brudnych nie badam
"Proszę się umyć i wrócić na badanie" - mogą usłyszeć pacjenci od doktora Stanisława Pileckiego z bydgoskiego Szpitala Uniwersyteckiego im. Jurasza. Lekarz postanowił złamać tabu i powiedzieć głośno o tym wstydliwym problemie. Inni lekarze gratulują Pileckiemu odwagi.
- Kto oszczędza na chorych
- Lekarz do zgwałconej: Nie masz łazienki?
- ZUS patrzy lekarzom na ręce
- Koniec strajku radomskich pielęgniarek
- Lekarz nie pomógł - pacjent zmarł
- Śmierć na własne życzenie?
- Myślała, że ma raka, bo szpital się pomylił
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O nieprzyjemnym problemie w polskich szpitalach dr Pilecki napisał w miesięczniku "Primum non nocere", wydawanym przez Bydgoską Izbę Lekarską. Lekarz wydał wojnę brudnym pacjentom. Nie odmawia im badania, tylko sugeruje, by zadbali o higienę.
"Nie chcę nikogo urazić. Informuję tylko pacjenta, że musi wrócić na oddział i przygotować się do badania. Potem dzwonię do lekarza lub pielęgniarki i proszę, by dopilnowali, aby chory się wykąpał" - mówi "Gazecie Wyborczej". Gorzej wygląda sytuacja podczas wizyt prywatnych. Wtedy można tylko zwrócić uwagę.
>>> Jak na badania, to najlepiej po pijaku
Do tej pory o "śmierdzącym problemie" lekarze mówili tylko po cichu. Teraz gratulują koledze. "Winszuję Pileckiemu odwagi cywilnej" - mówi "Gazecie Wyborczej" Andrzej Otłowski z Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku.
"Kobiety, które czasami do mnie przychodzą, nie zmieniały bielizny od kilku dni. To widać, nie będę wchodził w szczegóły. Takim osobom zwracam uwagę. W jednym przypadku wystarczy znacząco pociągnąć nosem. Niestety, najczęściej muszę mówić wprost: <Proszę się umyć i wrócić na badanie>" - opowiada Leszek Włodarczyk, szef ginekologii w NZOZ Nowy Szpital w Świeciu, w Kujawsko-Pomorskiem.
Ale bywa też, że lekarze się boleśnie mylą. Tak było w przypadku zgwałconej łodzianki. "Lekarz popatrzył na mnie i zapytał... czy nie mam w domu
łazienki. Pytał, dlaczego mam takie brudne nogi" - mówiła 19-latka "Dziennikowi Łódzkiemu".
Co o postępowaniu doktora Pileckiego sądzi NFZ? "Nie odmawia wykonania badania, tylko odracza je na pół godziny, godzinę. Nie ma więc zagrożenia, że pacjent ucierpi. Przecież nie
mówimy o chorych, których życie jest zagrożone i trzeba szybko ich zdiagnozować" - mówi "Gazecie Wyborczej" Mariola Tuszyńska, rzeczniczka praw pacjenta przy
Narodowym Funduszu Zdrowia w Bydgoszczy. Dodaje, że jeszcze żaden pacjent nie poskarżył się na dr. Pileckiego.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!