Sąd w Poznaniu postanowił o aresztowaniu siedmiu wychowanków, którzy we wtorek w nocy wywołali bunt i usiłowali podpalić poznański zakład poprawczy - poinformował Piotr Gerke, prezes Sądu Rejonowego Poznań Nowe Miasto i Wilda.

>>> Czy poprawczak leczy z agresji? Chyba nie

Do aresztu trafi więc siedem osób, ale zatrzymano jeszcze dwóch innych podopiecznych zakładu. Zatrzymani nie będą siedzieć za kratkami. Będą pod okiem kuratora i prokuratora, a ich sprawą zajmie się sąd rodzinny i dla nieletnich. Mają bowiem po 17 lat.

Aresztowanym grożą surowe wyroki. Niektórzy z nich mogą trafić do więzienia nawet na 10 lat. Ciążą na nich ciężkie zarzuty - spowodowania powszechnego niebezpieczeństwa pożaru i zniszczenia mienia. Jednemu z zatrzymanych, Krzysztofowi B., prokuratura zarzuciła także znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego.

We wtorek około godzimy 23:00 kilkunastu wychowanków zabarykadowało się na trzecim piętrze zakładu poprawczego. Tam podpalili zebrane sprzęty: łóżka, szafki i stoły. W budynku w chwili zajścia przebywało 18 wychowanków.

>>> Polskie poprawczaki to tykające bomby

Według dotychczasowych ustaleń śledczych, przyczyną zajścia było nieudzielenie przepustek niektórym wychowankom. Zdaniem dyrekcji placówki, część wychowanków chciała uciec z zakładu, a wszczęcie buntu i podpalenie miało ukryć nieudaną próbę ucieczki i rozłożyć odpowiedzialność na wszystkich uczestników zajścia.