Ze swoimi stanowiskami pożegnają się: prokurator okręgowy w Ostrowie Wielkopolskim, jego zastępca, a a także naczelnik wydziału śledczego. To oni najpierw odsunęli od sprawy dwóch prokuratorów, a następnie przydzielili ją oskarżycielowi specjalizującemu się w sprawach wypadków drogowych i drobnych przestępstwach kryminalnych.

"Został oddelegowany do niej na miesiąc. W tym czasie zakończył sprawę, która liczy 300 tomów akt i kosztowała Skarb Państwa kilkaset milionów złotych strat" - mówili nam policjanci z Centralnego Biura Śledczego.

Co więcej: decyzja prokuratora oznaczała, że do podejrzanych w tej sprawie szefów poznańskiej spółki "Ekoenergia" wróciło 30 milionów, które wcześniej prokuratorzy i policjanci zabezpieczyli na poczet roszczeń Skarbu Państwa. Była to gotówka na kontach a także luksusowy samolot, pełnomorski jacht i helikopter.

Według odsuniętych od sprawy śledczych zgromadzili majątek pochodził z produkcji i handlu olejem opałowym, który w całym kraju sprzedawany był jako paliwo. Podejrzenia śledczych wzbudził m.in. obrót "Ekoenergii": tylko w sierpniu 2006 roku wynosił on ponad 250 milionów złotych, miesiąc później ponad 150 milionów. "Sprzedawali najwięcej oleju opałowego każdego lata. Wiadomo, że nikt wtedy nie grzeje domów, ale trwają żniwa i rolnicy kupją każdą ilość taniej ropy" - mówi jeden z naszych rozmówców.

Po decyzji o umorzeniu sprawy trzech prokuratorów z Ostrowa Wielkopolskiego poprosiło o spotkanie z ministrem Andrzejem Czumą. Podczas długiej rozmowy relacjonowali mu naciski na nich podczas prowadzenia tego oraz innych śledztw. Fakt spotkania potwierdził minister publicznie, ale nie chciał ujawniać szczegółów spotkania.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy teraz jednym z najważniejszych celów podejmowanego na nowo śledztwa będzie wyjaśnienie informacji o łapówkach płaconych rzekomo przez szefów "Ekoenergii". Mieli je otrzymywać politycy oraz wysocy rangą urzędnicy Ministerstwa Finansów.

"To dzięki nim przez kilka lat do kraju przyjeżdżały setki tysięcy ton oleju napędowego, który tylko w dokumentacji był opałowym. Produkowano go na Łotwie z przepracowanych olejów sprowadzonych z Białorusi, Kazachstanu, dodając do niego paliwo lotnicze z Możejek" - tłumaczy jedna ze znających akta osób.

Gdy przed dwoma miesiącami rozmawialiśmy z naczelnik wydziału śledczego prokurator Agata Kobiela-Kurczaba decyzję tłumaczyła "jedynie merytorycznymi" przyczynami. Wczoraj, gdy chcieliśmy się zapytać jakie były rzeczywiste powody, jej telefon milczał. Wraz z zastępcą prokuratora okręgowego i szefem prokuratury okręgowej w najbliższych dniach straci swoje stanowisko.


Robert Zieliński: Prokuratorzy z Ostrowa tłumaczyli nam, że decyzja o umorzeniu była podyktowana merytorycznymi względami. Policjanci z którymi rozmawialiśmy mówili o ordynarnym ukręceniu sprawy. Jaka jest prawda?

Edward Zalewski Prokurator Krajowy: Mówię to z przykrością, bo prawda jest bardzo niekorzystna dla prokuratury: to na pewno nie była merytorycznie uzasadniona decyzja. Po państwa artykule poleciłem przeprowadzenie kompleksowej kontroli tej sprawy. Całość akt specjalnie została przywieziona do Warszawy, gdzie przez blisko dwa miesiące analizowali je doświadczeni prokuratorzy z Prokuratury Krajowej. Następnie dyskutowaliśmy o ich wnioskach w gronie kierownictwa prokuratury. Są one niestety miażdżące dla prowadzących to śledztwo.

Jakie konkretnie decyzje Pan podjął?
Po pierwsze, korzystając z upoważnienia Prokuratora Generalnego, uznałem umorzenie śledztwa przeciwko wszystkim podejrzanym za oczywiście niezasadne i zdecydowałem - w trybie art. 328 kpk - o podjęciu tego śledztwa przeciwko wszystkim podejrzanym. Nadto poleciłem podjęcie umorzonego śledztwa w części in rem, czyli tej części śledztwa, która została umorzona w sprawie. Odpowiednie dokumenty podpisałem w czwartek. Dodatkowo zdecydowałem, że śledztwo zostanie przeniesione do Wydziału V ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu. Zajmie się nim zespół prokuratorów. Z analizy materiałów tego postępowania wynika, że prokuratorzy, którzy będą je prowadzić, powinni zająć się również wątkami śledztwa, pominiętymi i niewyjaśnionymi przez dotychczas prowadzących. Jestem przekonany, że uda się im naprawić szkody, jakie zostały wyrządzone.

Czy decyzja o umorzeniu miała tło korupcyjne?

Mogę to skomentować w ten sposób: na pewno nie była to decyzja prawidłowa. Teraz okoliczności jej podjęcia dokładnie prześwietli postępowanie wyjaśniające prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego, którym objęci zostali wszyscy prowadzący i nadzorujący to śledztwo. Niestety, sposób prowadzenia i nadzorowania tego postępowania, obnaża wszystkie słabości prokuratury. Błędy popełnili prowadzący śledztwo. Powinni przyjąć inną kwalifikację prawną, przedstawić inne zarzuty... Tych błędów nie dostrzegł i nie skorygował ani nadzór wewnętrzny, ani zwierzchni nadzór służbowy. Ta sytuacja upewnia mnie w przekonaniu, że w zakresie nadzoru w prokuraturze muszą nastąpić zmiany. Pracujemy właśnie nad odpowiednią reformą i wkrótce nadzór będzie oznaczał aktywny udział w śledztwie i współodpowiedzialność za podejmowane decyzje. Skończy się badanie spraw na telefon, a nadzorujący prokuratorzy będą musieli jeździć do jednostek prowadzących śledztwa i aktywnie uczestniczyć w postępowaniu. Postępowanie prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego musi natomiast ustalić kto ponosi odpowiedzialność za nieprawidłowe prowadzenie śledztwa i podjęcie błędnej decyzji końcowej.