Szklany sufit tkwi w umysłach kobiet
Kobieta potrzebuje więcej czasu, by dojść do porządku dziennego nad tym, że ktoś był nieuczciwy. Faceci sobie nawrzucają, a chwilę później stojąc w toalecie nad pisuarem, zerkając na swoje penisy i porównując ich wielkość, będą gadać o wyniku meczu - mówi DZIENNIKOWI psycholog Jacek Santorski.
- Tusk z kobietami. Szok w Platformie
- Brytyjki nadają się tylko do sprzątania?
- Oddać politykę kobietom? Posłowie zdecydują
- Polki nie wierzą w siebie
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 23°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
RENATA KIM: Dlaczego Polki podziwiają serialową Magdę M., ale same nie są już tak ambitne i przebojowe? Z badań wynika, że szczytem ich zawodowych marzeń jest stanowisko szefa działu w
firmie.
JACEK SANTORSKI*: Wytłumaczenia mogą być dwa: pierwsze jest pesymistyczne i zakłada, że Polki nie wierzą w swoje możliwości. Bo już matki je przekonywały, że powinny sobie znaleźć
bogatego faceta, urodzić mu dzieci i wybić sobie z głowy karierę, bo to nie dla nich. Ale istnieje też możliwość, i ja jestem jej zwolennikiem, że kobiety po prostu precyzyjnie kalkulują
swoją przyszłość i są bardzo roztropne.
Roztropne? I to właśnie z powodu tej roztropności nie marzą o fotelu prezesa w dużym przedsiębiorstwie?
Gdybym był kobietą, za nic w świecie nie chciałbym być prezesem. Wolałbym otworzyć malutki butik i żyć pełną piersią (śmiech). Ale mówiąc poważnie, Polki doskonale wiedzą, że od
osób na wyższych stanowiskach oczekuje się znacznie większego zaangażowania w pracę niż od tych na średnich szczeblach zawodowej hierarchii. Zdają sobie sprawę, że kierownictwo to pewnego
rodzaju służba. I aby kierować ludźmi, zarządzać przedsiębiorstwem, trzeba się naprawdę poświęcić, bo inaczej to nie ma sensu. Kobieta, która próbuje pogodzić zajmowanie się domem z
pokonywaniem kolejnych stopni kariery, bardzo często staje więc przed dylematem, co wybrać? Tymczasem na niższych stanowiskach może mieć i jedno, i drugie. A ponieważ ważne jest dla niej bezpieczeństwo, myśli sobie: niech mężczyźni biorą udział w tym wyścigu, ja pozostanę w mojej bezpiecznej niszy.
Polki nie lubią nawet, gdy ktoś publicznie sugeruje, że mogłyby szybko awansować. Zaczynają wtedy gorączkowo zaprzeczać i przekonują, że wcale nie mają takich ambicji.
Bo w naszym społeczeństwie wciąż obowiązuje tradycyjna, konserwatywna struktura społeczna. Polki nie mają w swoim kodzie genetycznym takiego zapisu, jaki mieszkanki krajów skandynawskich,
które są przekonane, że kariera jest w zasięgu ich ręki. Polki nie wierzą jeszcze, że tak jak zasługują na miłość, tak samo zasługują np. na wysoką pozycję w firmie. A kobieta, która
dziś publicznie wypiera się swoich zawodowych ambicji, po prostu współtworzy pierwsze pokolenie, które ma prawdziwą szansę na sukces. To na nią będą patrzyły dzisiejsze 20-latki, mówiąc,
że skoro ona mogła zostać prezesem, to i dla nich taki awans jest możliwy.
Ale jak ta kobieta może awansować, skoro nawet nie śmie marzyć o wysokim stanowisku?
Na razie rzeczywiście nie śmie, bo nie widzi wokół siebie wielu kobiet sukcesu, z którymi mogłaby się identyfikować. Nikt jej nie mówił, że ciocia Kasia była dyrektorką spa, jedna
koleżanka została szefową kliniki, a druga odniosła sukces w sprzedaży bezpośredniej. Ma za to duże szanse na tzw. zrównoważony rozwój. Podam przykład: przedsiębiorcy, którzy stracili
sporo w kryzysie z początku XXI w., wyciągnęli z tego doświadczenia o wiele lepsze wnioski niż opętani wizją szybkiego rozwoju maklerzy z Wall Street. Powiedzieli sobie: zamiast wchodzić w
ryzykowne instrumenty finansowe, będziemy selektywnie kupować nowe technologie i consulting, który wzmacnia firmę. Oni są po trosze gospodarzami prowadzącymi firmę rodzinną, a przy tym uczą
się wielkiego biznesu. Dzisiejsza Polka myśli podobnie: zostanę trochę tą tradycyjną kobietą, nie dam się wykastrować, nie dam się przerobić na bezpłciowego zawodnika w wyścigu
szczurów, potem lisów, a jeszcze później chartów. Będę się temu wszystkiemu przyglądać, czasem podejmę jakieś niewielki ryzyko, a kiedy indziej poobserwuję koleżankę, która
założyła jednoosobową firmę sprzedaży bezpośredniej. I może w pewnym momencie zrobię to samo. Dzięki temu jej rozwój będzie nieco wolniejszy, ale za to bardziej zrównoważony.
A dlaczego większość Polek uważa, że mężczyzna jest lepszym szefem niż kobieta?
Może rzeczywiście mają złe doświadczenia z przełożonymi kobietami? Bo, jak już mówiłem, żeby być dobrym kierownikiem, trzeba się poświęcić. A kobieta zazwyczaj mniej się pali, by
poświęcić się roli szefa, zamiast być matką. Facet nie ma takich dylematów. My, mężczyźni, jesteśmy ludźmi tylko w połowie. Nie możemy rodzić dziecka, nie wolno nam płakać, małe
mamy pojęcie o czułości, więc co nam pozostaje? Tylko być dobrym szefem.
Czy to znaczy, że najmądrzejsze są te kobiety, które po prostu rezygnują z wielkich ambicji?
Nie ma statystycznie mądrej decyzji w sprawie robienia kariery. Każdy przypadek jest inny, indywidualny. Znam pewną 30-latkę, która już obroniła świetnie doktorat otwierający jej drogę do
dalszej kariery naukowej w Nowym Jorku. A jednocześnie jest fantastyczną, spełnioną matką, ma niezwykle inteligentnego męża, z którym tworzy wspaniałą rodzinę. Ale znam też inną panią,
o parę lat starszą, która zatrzymała się w rozwoju. Ponieważ z jednej strony stawia na rodzinę, ale z drugiej strony za wszelką cenę chce zrobić karierę, tylko jej to jakoś nie
wychodzi.
Czemu jednej wszystko się udaje, a drugiej nie?
Bo ta pierwsza jest niezwykle utalentowana, wręcz wybitna. A ambicje drugiej, podsycane na dodatek przez matkę, nie mają żadnego pokrycia w talencie. Gdyby ta druga kobieta poprosiła mnie o
radę, powiedziałbym, aby popatrzyła na swoje cudowne dzieci, świetnego męża i odpuściła sobie wielkie ambicje. Bo traci energię i czas na cel, którego może nigdy nie osiągnąć.
Powiedziałbym jej: "życie pokazało, że możesz być spełniona w jednej dziedzinie, ale nie masz takiego talentu, by powalić świat na kolana. Bądź więc dostatecznie uczciwa, by nie
dochodzić do upragnionego sukcesu metodami, których potem mogłabyś żałować". I jeszcze zachęcałbym ją, aby zwróciła więcej uwagi na satysfakcję, jaką daje jej szeroko
pojmowane życie rodzinne, a także podróże, uprawianie sportu czy realizowanie zainteresowań społecznych.
A jaką radę dałby pan pierwszej kobiecie?
Przekonywałbym ją, żeby nie rezygnowała z wyjazdu na zagraniczne 3-miesięczne stypendium z obawy przed rozstaniem z małym dzieckiem. Powiedziałbym jej, że jest w stanie realizować zasadę
zrównoważonego wzrostu zarówno jako spełniona mężatka, jak i kobieta sukcesu.
czytaj dalej























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!