Nazwa "Dzień Spieczonego Bliźniaka" wzięła się stąd, że bliźniaki przyjeżdżające co roku do Czarnkowa są opalone, czyli spieczone letnim słońcem. W tym roku po raz pierwszy bliźnięta przemaszerowały na dworzec kolejowy w Czarnkowie, skąd odjechały parowozem Grodziskiej Kolei Drezynowej na wycieczkę po Szwajcarii Czarnkowskiej.

Z roku na rok impreza cieszy się coraz większym powodzeniem. "Wcześniej taka impreza odbywała się w Szczecinie. Cieszy mnie to, że bliźnięta od wielu lat odwiedzają również Czarnków. Staramy się o to, by co roku przygotować interesujący program, ciekawe zabawy i występy. Sami uczestnicy bardzo wysoko oceniają czarnkowskie święto" - powiedział Jan Pertek, dyrektor Miejskiego Centrum Kultury w Czarnkowie.

Bliźniaki twierdzą, że impreza w Czarnkowie integruje ich, choć więzi łączące bliźnięta są silniejsze niż między zwykłym rodzeństwem. "Brat bliźniak jest bardzo przydatny w różnych życiowych sytuacjach. Swojego czasu, w wojsku zdarzało się, że jeden z nas dostawał przepustkę, ale z jednostki wychodził drugi. Więzi między bliźniakami są szczególne i nie słabną z upływem lat, mimo zakładania rodzin i mieszkania z dala od siebie" - mówi Gustaw Kubiak, jeden z uczestników zjazdu bliźniąt.

W tym roku najmłodsza zgłoszona na imprezę para ma kilka miesięcy, najstarszą parą są 85-letnie siostry. Spotkanie bliźniaków ma rangę międzynarodową: do Czarnkowa przyjechali m.in. dwaj kilkuletni chłopcy z Francji, w poprzednich latach na imprezę przyjeżdżali m.in. uczestnicy z Niemiec.