Majdan tańczył i do sądu nie dojechał
Radosław Majdan, Piotr Świerczewski i Jarosław Chwastek - trzej przyjaciele z boiska - nie dojechali do koszalińskiego sądu. A powinni, bo są oskarżeni o pobicie policjantów. Na drodze do sądu stanął mi taniec. W Warszawie Majdan "tańczył z gwiazdami", a koledzy oklaskiwali go z widowni. Potem razem jechali na rozprawę, ale zepsuł im się samochód.
- Majdan i Świerczewski: To nas pobili
- Policjant: Nie chcę już ścigania piłkarzy
- Majdanem i Świerczewskim zajął się sąd
- Majdan: Policja straszyła mnie YouTube'em
- Tomasz Lis pomoże Majdanowi w sądzie?
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W niedzielny wieczór Majdan występował w "Tańcu z gwiazdami". W telewizyjnym programie tańczy w parze z Izabelą Janachowską. Do walki o zwycięstwo gorąco zargrzewała go widownia. A na niej także Piotr Świerczewski i Jarosław Chwastek.
Ci trzej piłkarze są oskarżeni o czynną napaść na policjantów w Mielnie. W poniedziałek mieli kolejną rozprawę w koszalińskim sądzie. Musieli się na nią stawić. Nieusprawiedliwiona nieobecność może ich drogo kosztować. Sąd ma prawo w takim przypadku orzec przepadek poręczeń majątkowych. Dla Świerczewskiego oznacza to stratę 50 tysięcy złotych, Majdana - 20 tysięcy, a Chwastka - 10 tysięcy.
Ale piłkarze do sądu nie dojechali. Kamil Sośnicki, obrońca oskarżonych sportowców, oświadczył, że zepsuł im się samochód w drodze do Koszalina.
Sąd na razie przyjął to do wiadomości. Teraz czeka na potwierdzenie wersji piłkarzy. Muszą oni w ciągu tygodnia przedstawić dokumenty, które uwiarygodnią awarię samochodu.
Ustalono też datę kolejnej rozprawy - w następny poniedziałek, czyli dzień po kolejnym odcinku "Tańcza z gwiazdami".
Piłkarze stanęli przed sądem za awanturę w nocy z 27 na 28 lipca ubiegłego roku. Policjanci przyjechali wtedy do pensjonatu "Villa Siesta" w Mielnie, bo mieszkańcy skarżyli się na głośną imprezę. Według wersji policjantów po krótkiej pyskówce piłkarze rzucili się na nich, szarpali, kopali i grozili. Największe kłopoty ma Piotr Świerczewski, bo to on miał uszkodzić policjantowi palec prawej ręki. Grozi mu teraz pięć lat więzienia. Według piłkarzy to oni, bez żadnych powodów, zostali pobici.





















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!