Dziewięć godzin przesłuchania Gocłowskiego
Bardzo długo śledczy nie wychodzili z gdańskiej kurii biskupiej. Przesłuchiwali byłego metropolitę gdańskiego arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego w sprawie finansów wydawnictwa Stella Maris. Z jego zeznań wynika, że o ogromnej aferze w polskim Kościele hierarcha dowiedział się po fakcie.
- Arcybiskup zabierze Gdańskowi Park Oliwski?
- Fiskus to marionetka w rękach Kościoła
- Arcybiskup Gocłowski w szpitalu
- Rydzykofon i inne sakrobiznesy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Arcybiskupa Gocłowskiego nie przesłuchiwano w sądzie, bo biegły uznał, że może to zaszkodzić zdrowiu duchownego. Były metropolita gdański cierpi bowiem na problemy z sercem. W sprawie afery Stella Maris arcybiskup Gocłowski jest świadkiem.
"Zawsze świadek ma prawo być chory. To nie jest precedens, to nie jest nic nadzwyczajnego, że rozprawa odbywa się poza sądem. Wierzę w to, że taki świadek jak ksiądz arcybiskup będzie świadkiem wiarygodnym" - tłumaczył obrońca jednego z oskarżonych Jacek Potulski.
Jakie pytania zadawano arcybiskupowi? Prokuratura chciała się przede wszystkim dowiedzieć, czy osoby pracujące w wydawnictwie Stella Maris informowały go o nieprawidłowościach. "Z treści zeznań arcybiskupa wynika, że o trudnej sytuacji i nieprawidłowościach w Stella Maris dowiedział się dopiero później, to jest około 2002 roku" - wyjaśniał potem prokurator Przemysław Strzelecki.
Czy tak długie przesłuchanie nie zaszkodziło zdrowiu duchownego? "Ksiądz arcybiskup był w dobrej formie. Na pytania odpowiadał rzeczowo. To, że przesłuchanie trwało tak długo, wynikło z szeregu pytań sądu, ale także i stron" - dodał Strzelecki.
>>>Gangsterzy robili interesy z Kościołem?
Dwóch głównych oskarżonych w procesie Stella Maris to 60-letni były kapelan arcybiskupa Gocłowskiego i jego pełnomocnik w Stella Maris, ksiądz Z.B. oraz 45-letni były dyrektor wydawnictwa, syn znanego trójmiejskiego adwokata T.W. Na ławie oskarżonych zasiada też między innymi współwłaściciel dwóch firm konsultingowych z Gdyni J.B., który w latach PRL był pracownikiem cenzury.
Wszyscy odpowiadają przed sądem za współudział w przywłaszczeniu w latach 1997-2001 ponad 67 milionów złotych, pranie pieniędzy oraz oszustwa podatkowe w wysokości kilkunastu milionów złotych. Grozi im do 10 lat więzienia.
Ich pomysł polegał na zawieraniu fikcyjnych kontraktów na doradztwo z różnymi firmami. Usługi wykonywało kościelne wydawnictwo zwolnione z podatku. Potem pieniądze wracały do firm, ale kilka procent prowizji zostawało w kieszeniach oskarżonych i wydawnictwa.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!