Szpital dla jeży wkrótce ruszy na Podlasiu
Czy jeż może żyć bez kolców? Tak, ale nie jest w stanie samemu sobie poradzić w naturalnym środowisku. A co roku podczas wypalania traw na polach poparzone zostają tysiące jeży. M.in. tacy pogorzelcy trafiać będą do pierwszego w Polsce, a drugiego w Europie, ośrodka rehabilitacji jeży, który powstanie w Supraślu.
- Atak dzika w podwarszawskich Ząbkach
- Bocian kona na oczach internautów
- Urzędnicy kontra dzikie świnie - 1:0
- Horror krów holenderskiego hodowcy
- Tysiące zwierząt giną w płomieniach
- Trafiła łosia. Będzie bogata
- Strażacy błagają rolników: Nie wypalajcie traw!
- Uwaga! Lasy są wyschnięte, łatwo o pożar
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W szpitalu dla jeży znajdzie się m.in. pokój przyjęć, laboratorium, gabinet lekarski, boksy dla zwierząt w trakcie leczenia, boksy jeży w trakcie rehabilitacji oraz wybiegi.
Placówkę planuje otworzyć Jerzy Zembrowski, który w sierpniu założył Stowarzyszenie Ochrony Jeży "Nasze Jeże". Organizacja podpisała właśnie porozumienie z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska w Białymstoku oraz Regionalną Dyrekcją Lasów Państwowych. Ośrodek ma powstać w Supraslu, pierwsi pacjenci powinni do niego trafić w 2011 roku. Będzie to pierwsze sanatorium dla jeży w Polsce, a drugie w Europie.
Trafią tam głównie zwierzęta potrącone przez samochody, ale także zranione podczas prac na polu. "Są przypadki, że jeżyca zostaje przecięta przez kosiarkę, a w gnieździe zostaje siedem jeszcze ślepych młodych" - opowiada Zembrowski. To m.in. takie zwierzęta będą trafiały do ośrodka. Kolejną grupą pacjentów będą zapewne jeże poparzone w pożarach traw. To właśnie te wolno poruszające się zwierzęta często padają ofiarami płomieni. Większość ginie, bo ludzie nie mają warunków, aby im pomagać. Wyjątkiem jest jeż o imieniu "Jeżyk", o którym pisał DZIENNIK. Zwierzę mieszka w ogrodzie kliniki weterynaryjnej "Ada" w Przemyślu. "Kolce mu odrosły, ale już spalonej kończyny nie udało się uratować. Na wolność nie wróci, ale i tak ma szczęście, bo większość zwierząt jest zbyt poparzonych, żeby udało się je utrzymać przy życiu" - mówił DZIENNIKOWI Radosław Fedaczyński, współwłaściciel kliniki.
Stowarzyszenie "Nasze jeże" jeszcze zanim otworzy ośrodek uruchomi całodobowy telefon alarmowy, pod który będzie można dzwonić w sprawie rannych zwierząt. Wkrótce ruszy serwis internetowy www.naszejeze.org






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!