Pochłonie nas afgański pył
- Afgańska armia w polskich hełmach. Zobacz!
- Przywódca talibów przyrzeka porażkę NATO
- "Jeśli NATO wyjdzie z Afganistanu, umrze"
- "W armii trwa pełzający bunt generałów"
- Nasi komandosi zabili mordercę Polaka
- Karzaj prowadzi w wyborach prezydenckich
- Generał Gągor: Polaków w Ghazni jest za mało
- Kolejny generał chce odejść od Klicha
- Klich zwolnił generała od zakupów
- Szef MON także zatrudnia speca od PR
- Polskie radio dla Afgańczyków
- Nie żyje żołnierz ranny w Afganistanie
- Komandosi NATO uwolnili dziennikarza
- Polacy nie tacy najgorsi w Afganistanie
- Kolejny polski żołnierz zginął na wojnie
- Hekmatiar: Nie będzie pokoju dopóki okupacja się nie skończy
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
To oni polują na nas
Ghazni stało się w ostatnich miesiącach jednym z najbardziej niespokojnych miejsc w Afganistanie. W polskiej prowincji pojawiły się liczne, dobrze uzbrojone oddziały przeciwnika, jakich tu wcześniej nie było. Przechodzą z prowincji na północy, głównie Wardaku i Logaru, ale także z Pakistanu. Większość talibów uznaje tu zresztą zwierzchnictwo pakistańskiego klanu Mehsudów, a nie szury w Kwecie, głównej siły politycznej ruchu na Afganistan. Na taką grupę natknął się polsko-afgański patrol i stoczył z nią bitwę, w której poległ kapitan Daniel Ambroziński.
Prawdopodobnie scenariusz powtórzył się przedwczoraj, gdy 30 Polaków ruszyło na pomoc Amerykanom i policji afgańskiej nieopodal bazy Four Corners. Znów straciliśmy żołnierza, czterech innych zostało rannych. Przeciwnik już nie ucieka na nasz widok, jak w Paktice, gdzie poprzednio stacjonowaliśmy, w Ghazni czeka na Polaków i tropi nasze siły. Powoli to nie on, ale my stajemy się zwierzyną łowną.
Możliwe, że sami nie zdołamy utrzymać prowincji, zapewnić w niej bezpieczeństwa. Nie mamy już gotowych rezerw, aby je wysłać do Afganistanu, ani w sprzęcie, ani w ludziach. Nieprawda, że ponosimy straty, ponieważ brakuje nam wyposażenia. Jest dobre. Żołnierze giną, gdyż inteligentny przeciwnik nauczył się z nami walczyć. Dobrze wie, że nie pokona wojska w otwartym boju, nie wejdzie do baz, ale wie też, że jesteśmy społeczeństwem typowo zachodnim, mało odpornym na wieści o śmierci i okaleczeniach swoich obywateli.
Talibowie mogą przepędzić nas z Ghazni, wzorując się na libańskim Hezbollahu, który po latach wojny podjazdowej zmusił Izrael do wyjścia z południowego Libanu. Zabijać pojedynczo naszych żołnierzy, tak by polskie media sączyły dane o stratach. Miesiąc po miesiącu. W końcu będziemy mieli dość i zażądamy ewakuacji wojsk. Strategia talibów jest rozsądna i skuteczna, nasza nie.
Wojna ugrzęzła w afgańskim pyle, rebelianci są jak on - cierpliwi, bezwzględni, wciskający się każdą szczelinę afgańskiego państwa, a jest ich bez liku. Mają czas, przeczekają nas. W końcu będziemy im musieli oddać Afganistan, lepiej zrobić to na drodze politycznej, włączając talibów do życia politycznego, niż rejterując z kraju. Niestety, kiedy opadnie kurz po lądujących śmigłowcach, okaże się, że nie zostawiliśmy tam nic trwałego. Nic, co pozwoliłoby nas zapamiętać. Przeminiemy, jak inni zdobywcy i wyzwoliciele.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!