Bunt wrocławian: chcą darmowych autobusów
Korki na ulicach, dziurawe drogi, zatrute powietrze - tak wyglądają polskie miasta. Grupa wrocławian ma pomysł jak to zmienić: wprowadzić darmową komunikację miejską. Absurd? Niekoniecznie. Młodzi ludzie mają na to swoje argumenty i przykład miasta, w którym taka reforma przyniosła rewelacyjne efekty!
- Motocykliści na A4, bo za dużo płacą
- Otworzyli drogę, by ją... zamknąć
- Masz samochód? Autobusem pojedziesz za darmo
- Tu staniesz w korkach jadąc na wczasy
- Masakra na polskich drogach
- Zamiast wracać, Polacy tkwią w korkach
- Tiry na tory za 167 lat
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Młodzi ludzie są anonimowi i radykalni. Założyli stronę internetową i profil na Naszej-Klasie, na którym nawołują do jeżdżenia po Wrocławiu na gapę. Ma to być forma strajku, który skłoni władze miasta do przeprowadzenia referendum w sprawie darmowej komunikacji miejskiej. "Wszyscy płacimy podatki. Pieniądze, którymi zarządza Ratusz są nasze i my mamy prawo decydować na co zostaną przeznaczone. Są w Europie miasta w których transport publiczny jest darmowy i okazuje się, że nie ma w nich korków i spalin".
Jak to możliwe, że opłaca się zrezygnować z wpływów do budżetu miasta z biletów? Zdaniem młodych ludzi, jeśli autobusy i tramwaje będą darmowe, to korzystać z nich będzie więcej osób. To oznacza mniej samochodów na ulicach, a więc mniej korków, spalin i wydatków na remonty dróg.
Na przykładzie Wrocławia wygląda to tak: "Transport miejski we Wrocławiu jest w większości utrzymywany z naszych podatków (około 176 milionów złotych rocznie), a wpływy z biletów wynoszą około 100 milionów złotych. Tymczasem nakłady na drogi samochodowe we Wrocławiu wynoszą 423 miliony złotych, co oznacza, że jedna czwarta tej kwoty wystarczy, by sfinansować darmowy transport" - czytamy na stronie namawiającej do jazdy na gapę.
Okazuje się, że ta odważna wizja ma szansę się sprawdzić. Podobny model funkcjonuje już od lat w belgijskim mieście Hasselt. W latach 1987–1999 liczba aut rosła tu lawinowo (o 25 proc.), a władze nie nadążały - tak jak teraz w Polsce - z budowaniem infrastruktury drogowej. Dlatego w referendum mieszkańcy zdecydowali, żeby zamiast nowych dróg i obwodnic, finansować darmową komunikację miejską. Efekt był niemal natychmiastowy. Liczba pasażerów autobusów wzrosła z tysiąca do 12 tysięcy dziennie. Nie ma też w nich tłoku, bo liczbę wozów zwiększono pięciokrotnie. Na ulicach nie ma już korków, a wszyscy mieszkańcy miasta oddychają znacznie czystszym powietrzem.
Różnica z Wrocławiem jest tylko jedna. W Hasselt mieszka ledwie 70 tys. ludzi, w stolicy Dolnego Śląska 630 tys. Nikt nie robił jeszcze takiego eksperymentu w tak dużym mieście. Strajk polegający na jeżdżeniu na gapę ma się rozpocząć 26 października.
>>> Tu przeczytasz więcej o inicjatywie i jak nie płacić za jazdę na gapę






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!