Porwanie Olewnika: Policjanci zacierali ślady
Posłowie z komisji śledczej badającej sprawę zabójstwa Krzysztofa Olewnika odkryli, że nie tylko porywacze, ale także policjanci zacierali ślady tuż po porwaniu. Zdaniem sejmowych śledczych sprawcy dwukrotnie podpalali wrak bmw, którym uprowadzono Olewnika. Posłowie uważają, że ktoś z policji podmienił szczątki telefonu komórkowego znalezionego we wraku samochodu.
- "Policja chroniła morderców Krzysztofa"
- Komisja śledcza od Olewnika pod ochroną?
- Znów kradzież laptopa z danymi o Olewniku
- Rutkowski: Nie wziąłem miliona od Olewnika
- Wiceszef CBA szkodził sprawie Olewnika?
- Brat wiceszefa wywiadu w notesie porywacza
- Wpadł złodziej laptopa poselskiej asystentki
- Prokurator zdradzał tajemnice ws. Olewnika
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Sejmowi śledczy przesłuchiwali we wtorek policjantów, z dwóch niezależnych ekip. To oni badali wrak auta, którym porywacze uprowadzili Olewnika spod jego domu w nocy z piątku na sobotę z 26 na 27 października 2001 r. Porywacze wywieźli go BMW 320i coupe. Samochód należał do Jacka Krupińskiego, byłego przyjaciela Krzysztofa - dziś podejrzanego o współudział w porwaniu. Wrak auta znaleźli policjanci z Głowna w sobotę rano. Wczoraj policjanci opowiedzieli posłom, że kiedy rano badali wrak bmw, udało im się ustalić markę auta i odczytać numery podwozia. Były to numery auta Krupińskiego.
Później przed komisją zeznawał Mariusz Protas z Komendy Miejskiej Policji w Płocku. "Byłem na miejscu po południu. Wrak auta był w takim stanie, że nie mogłem odczytać żadnych numerów, a nawet ustalić marki" - opowiadał policjant.
Co się stało między sobotnim rankiem a popołudniem? "Prawdopodobnie porywacze jeszcze raz podpalili auto" - uważa poseł Andrzej Dera z PiS. Protas zeznał, że w aucie znalazł spalony telefon komórkowy. Ale kazał mu go oddać jego przełożony Bogdan Kuchta. To jeden z policjantów bawiących się na przyjęciu, po którym porwano Krzysztofa. Po kilku latach śledczy pokazali Protasowi resztki telefonu. "To nie był ten sam telefon. Policjant był tego pewien. Ktoś musiał ten aparat podmienić" - twierdzi poseł Dera.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!