Kontrolerzy rzucili się na gapowiczów
Są wszędzie. W autobusach, tramwajach, metrze, pociągach podmiejskich. Stołeczni kontrolerzy mają teraz złote żniwa - ludzie powracali z urlopów i często nie zdążyli jeszcze kupić biletów lub naładować kart miejskich. Do stolicy zaczynają zjeżdżać też studenci z innych miast. Nic bardziej radosnego kanarów nie może spotkać - łupią pasażerów bezlitośnie.
- Masz samochód? Autobusem pojedziesz za darmo
- 30 tysięcy za jazdę bez biletu
- Drugą linię metra wreszcie czas zacząć
- Kanar trafi do celi, bo złapał wandala
- Za nadgorliwość kanarów zwrócą 4 miliony
- Wrocławski kanar terroryzuje pasażerów
- 21 rannych po zderzeniu tramwajów w stolicy
- Za mandat zapłacisz kartą
- Kanar jedzie drogą interwencyjną
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Piotr Zarębski, pracownik firmy konsultingowej, który codziennie dojeżdża z Kobyłki, podobną prawidłowość zauważył w pociągach Kolei Mazowieckich. Tu kontrolą zajmują się pracownicy prywatnej spółki Renoma. "Zazwyczaj na kontrolerów natrafiałem raz, góra dwa razy w tygodniu" - mówi Zarębski. "Teraz widzę ich codziennie, rano i po południu" - twierdzi.
Coś musi być na rzeczy, bo nie ma praktycznie takiej kontroli, która nie zakończyłaby się ujawnieniem paru gapowiczów. "Wróciłam z wczasów w Grecji, sądziłam, że mam jeszcze ważną kartę miejską" - opowiada Beata Miłosz, studentka. "Niestety, była już nieważna. Zapłaciłam mandat".
Przedstawiciele Zarządu Transportu Miejskiego i Kolei Mazowieckich zdecydowanie odrzucają sugestie, jakoby właśnie teraz kontrolerzy "rzucili się" na świeżo wracających z wczasów ludzi.
"Nie mamy żadnych akcji, żadnych nalotów" - zapewnia Igor Krajnow, rzecznik ZTM. "Kontrole odbywają się tak, jak zwykle, rutynowo".
W ZTM pracuje 160 osób, ale tylko połowę z nich stanowią etatowcy. Reszta to tzw. pracownicy Pomocniczej Kontroli Biletowej. Pasażer nie jest w stanie odróżnić, czym się rożnią "pomocniczy" od "zawodowych". Mają bowiem te same uprawnienia. PKB-owcy nie dostają jednak pensji.
Sprawdzają, bo chcą dorobić, żyją z ok. 30 złotowej prowizji od każdego, kto ureguluje mandat. Pracują w nienormowanym czasie - wtedy, gdy mają wolną chwilę (muszą jednak przeprowadzić określoną liczbę kontroli w miesiącu).
Przedstawiciele ZTM-u domniemują, że pasażerowie narzekający na zbyt dużą liczbę kontroli spotkali się właśnie z PKB-owcami - oni też przecież teraz wracają z urlopów. W kieszeniach posucha, więc dorabiają, ile wlezie - łupią ludzi dosłownie dniami i nocami.
Podobnie dzieje się w pociągach - Renoma znana jest z tego, że do "pracy" przykłada się nadzywczaj ofiarnie.
Jednak sugestie, jakoby w pociągach podmiejskch było więcej sprawdzaczy niż zwykle, zdecydowanie odrzuca Iwona Musiał, rzeczniczka Kolei Mazowieckich. "Sprawdziliśmy" - zapewnia. "Nawet sam nasz prezes nic nie słyszał, jakoby liczba pracowników Renomy i wykonywanych przez nią czynności się zwiększyła" - dodaje Musiał.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!