Sowieci przywiązywali dzieci do czołgów
Szokujące ustalenia prokuratorów IPN w sprawie szturmu Armii Czerwonej na Grodno we wrześniu 1939 roku. Sowieci przywiązywali polskie dzieci do czołgów, by tak chronić się przed kulami obrońców miasta - wynika z relacji świadków zapisanych w aktach śledztwa.
- PiS: Sowiecki nóż w plecy trzeba upamiętnić
- Bez kary za Stalina "krwiożerczego ludojada"
- Będą bronić Stalina w Strasburgu
- Tak wspólnie świętowali Niemcy i Rosjanie
- "17 września to plama na honorze Rosji"
- Posłowie dogadali się w sprawie Katynia
- Lwów ostrzega przed powtórką 17 września
- "Uchwała PiS to antyrosyjska prowokacja"
- "Nie oddaliśmy kraju bez walki"
- Był 17 września. Groza narastała powoli
- Prezydent: Katyń to ludobójstwo
- "Nic się nie stało, Polacy..."
- Pamiętasz o 17 września? Zatrąb!
- Polska usłyszała przeprosiny za 1939 rok
- Media w Rosji: Kaczyńscy to prowokatorzy
- Tyle ofiar kosztowała agresja ZSRR
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Armia Czerwona była tak pewna szybkiego przejęcia Grodna, że na ulice wysłała czołgi w większości bez wsparcia piechoty. Rosjanie nie spodziewali się, że czeka na nich około tysiąca żołnierzy, policjantów, harcerzy i członków cywilnej milicji. Obrońcy obrzucili tanki butelkami z benzyną, na co Sowieci odpowiedzieli niebywałym okrucieństwem.
Mordowali polskich oficerów strzałem w tył głowy, rannym żołnierzom wydłubywali oczy lufami karabinów, a do ochrony swoich czołgów użyli żywych tarcz - podaje portal tvp.info, który dotarł do ustaleń śledztwa IPN.
Jeden ze świadków, Jan Michalak, widział "radziecki czołg jadący od placu Batorego w kierunku ulicy Orzeszkowej, na płycie czołowej którego był przywiązany młody człowiek" - zapisano w aktach sprawy. Tym młodym człowiekiem był 13-letni Tadzio Jasiński, półsierota.
"Na łbie czołgu rozkrzyżowane dziecko. Chłopczyk. (..) Krew z jego ran płynie strumieniami" - opowiadała mieszkanka Grodna Grażyna Lipińska, która próbowała ratować chłopca. "Z czołgu wyskakuje czarny tankista z browningiem, za nim drugi. Grozi pięścią, krzyczy, o coś oskarża nas oraz chłopczyka (..) Oczy chłopca pełne strachu i męki. Z bezgraniczną ufnością oddaje się nam (…) Uciekamy. Chłopczyk ma pięć ran od kul karabinowych. Chce mamy… Poszedł na bój, rzucił butelkę z benzyną na czołg, ale nie zapalił, nie umiał... Wyskoczyli z czołgu, bili, chcieli zabić, a potem skrępowali na czołgu. (…) Matka umierającego chłopca zrozpaczona i jednocześnie pobudzona czynem synka, szepce mu: Tadzik, ciesz się! Polska armia wraca! Śpiewają" - opowiadała Lipińska.
Tadzio Jasiński zmarł w szpitalu, na rękach matki. Nie był jednak jedyną taką ofiarą sowieckiego szturmu. Jak zeznali inni świadkowie, podobnych żywych tarcz było w Grodnie jeszcze kilka.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!