Górnik: Zginął mój kolega. My uciekliśmy
"Wycofaliśmy się szybko, było nas około 18" - mówił w radiu TOK FM jeden z ocalałych górników. "Tam jest mój mąż, jesteśmy trzy miesiące po ślubie" - płacze żona poparzonego górnika. W wyniku zapłonu metanu w kopalni "Wujek-Śląsk" w Rudzie Śląskiej zginęło 12 osób, a 15 jest ciężko rannych.
- Poparzeni górnicy walczą o życie
- Rodziny będą identyfikować ciała górników
- Tragedię w kopalni zbada prokurator
- Silny wstrząs w kopalni w Polkowicach
- Szefowi "Halemby" grozi 12 lat więzienia
- Uruchomiono infolinię dla rodzin górników
- Tusk przerywa wizytę i jedzie do górników
- Widziałem spalone ciała moich kolegów
- Zagadka śmierci ratowników w kopalni
- Nie żyje piąty górnik ranny w wybuchu
- Górnik cudem ocalał z podziemnego pożaru
- 12 ludzi nie żyje przez oszustwo kopalni?
- Rodziny górników: 300 złotych to kpina
- Winę za śmierć górników zrzucają na innych!
- Górnicy walczą o życie w szpitalach
- Ratownik: Po cichu wietrzyliśmy ścianę
- Rząd da górnikom miliony. Ostatni raz
- Pożar w kopalni. Dwaj górnicy w szpitalu
- Największe katastrofy górnicze w Polsce
- Przysypany górnik uratowany
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nawet dzisiaj z nim do pracy jechałem, rano mnie autem przywiózł. Już raczej z nim nie pojadę z powrotem - mówił w radiu TOK FM załamany górnik. Pracował on na tej samej zmianie, co poszkodowani górnicy, kilkaset metrów od miejsca, gdzie zapalił się metan. W pewnym momencie usłyszał huk. "Nic tego nie zapowiedziało, przynajmniej do godziny 10" - mówi górnik.
"Pracowałem powyżej przebudowy. Poniżej poszły dymy i byłem przekonany, że jest strzał i że przeczekamy. Schowaliśmy się do świeżego powietrza, ale dymy narastał, narastały... Telefon do dyspozytora, okazało się, że było zapalenie metanu. Wycofaliśmy się szybko, było nas około 18 górników" - opowiada Jankowski i dodaje, że jego grupę uratowała wiedza, w która stronę iść. "Nie można iść w stronę dymu. Trzeba wyjść jak jest zalecane" - tłumaczy. Jego zdaniem możliwe jest, że przyrządy nie wykryły metanu, który mógł się zgromadzić w jakiejś szczelinie.
Tragedia w kopalni "Wujek-Śląsk, Ruch Śląsk" w Rudzie Śląskiej-Kochłowicach,wydarzyła się ok. godz. 10.15 na poziomie 1050 metrów. Przed bramą zakładu zgromadzili się bliscy pracujących tam górników. "Nieoficjalnie mówią mi, że ktoś widział męża na powierzchni, więc żyje. Ale nikt nam nic nie mówi, nie ma żadnych informacji" - mówiły reporterowi TOK FM żony górników.
Rodziny górników gromadzą się przed szpitalami, gdzie lekarze walczą o życie poparzonych i rannych. "Tam jest mój mąż. Wiem tylko tyle, że jest strasznie poparzony. Dowiedziałam się od mamy męża. Później zadzwonił jego kierownik. Zawsze jest człowiek dobrej myśli. Jesteśmy trzy miesiące po ślubie" - mówi jedna z kobiet czekających pod szpitalem na informacje o stanie zdrowia górników.
"Nie chcą mnie wpuścić do szpitala. Nawet nie wiem czy on w nim jest. Czekamy" - mówi stacji TVN24 narzeczona jednego z rannych górników. Matka innego płacze: "syn żyje i cieszę się bardzo. Zadzwonił tylko żebym przyjechała i nic nie mówił".
Lekarze ze szpitala w Siemianowicach Śląskich nie chcą wpuszczać rodzin górników. Cały czas walczą o ich życie. "Najpierw musimy się nimi zająć. Są w stanie ciężkim. Mają poparzenia ciała od 40 do 90 procent. U wszystkich podejrzewamy poparzenia dróg oddechowych" - mówi doktor Marek Grabowski.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!