Dziennik.plKraj

Wtorek, 29 maja 2012

Imieniny: Marii Magdaleny, Teodozji, Maksyma

Szkolenie Afgańczyków jest w naszym interesie

2009-09-22 | Ostatnia aktualizacja: 20:12 | Komentarze: 0 | skomentuj

Między MON i MSZ a MSWiA trwa spór o szkolenie afgańskich służb przez polskich policjantów. Resort spraw wewnętrznych boi się, że Afgańczycy mogą wydać Polaków talibom. "Błędem byłoby pozostawić Afganistan samemu sobie. Niebezpieczeństwo szybko zapukałoby do naszych domów: w Warszawie, Berlinie czy Paryżu" - uważa Ludwik Maćkowiek, policjant, który przebywał w Afganistanie 15 miesięcy.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

ROBERT ZIELIŃSKI: Amerykanie liczą, że wyślemy do Afganistanu więcej policjantów, lekarzy, inżynierów, którzy wspomogą odbudowę kraju. Czy to bezpieczne?
LUDWIK MAĆKOWIAK*: To decyzja, którą muszą podjąć politycy. Obowiązuje mnie podległość wobec rozkazów. Nie mogę ich komentować. Mogę za to opowiedzieć o swoich 15- miesięcznych doświadczeniach. A z tych wynika, że jadąc tam, trzeba brać pod uwagę najgorsze. Zginąć można na tysiąc sposobów. Nawet jeśli profesjonalnie dba się o swoje bezpieczeństwo, to nie można wykluczyć zwykłego pecha.

Czym się pan zajmował?
Byłem dowódcą polskiego kontyngentu policji liczącego trzech oficerów. Wraz z kolegą pracowaliśmy w prowincji Samangan. To ważne miejsce, przez które przebiega droga łącząca Kabul z północą: Turkmenistanem, Tadżykistanem i Uzbekistanem. Pomagaliśmy zorganizować się tamtejszej policji, Afgan National Police.

W kraju dużo mówi się o tym, że afgańskim wojskowym i policjantom nie można ufać. Że wielu z nich współpracuje z talibami. W efekcie zdrady zginął niedawno polski żołnierz.
Nie ma prostej odpowiedzi. Najpierw trzeba zrozumieć, jakie tam panują warunki. Nadzorowałem pracę niemal 1000 miejscowych policjantów. Spośród nich 50, może 60 potrafiło czytać i pisać. Co nie oznacza, że oni są głupi: uczą się szybko, robią błyskawiczne postępy. Ważne, aby pomóc im się zorganizować, a najważniejsze, aby zdobyć zaufanie. Do tego potrzeba czasu, trochę odwagi.

Jak starał się pan zdobyć zaufanie?
Nie zapuściłem brody, jak nakazuje muzułmanom religia. Goliłem się. Za to szybko uzyskałem arabskie imię: Ludwi, które oznacza miłą, sympatyczną osobę. Bardzo mi to pomagało, szczególnie że staraliśmy się większość czasu być w terenie. To kraj innej kultury. Najpierw należy się 20 razy spotkać i rozmawiając o rodzinach, wypić hektolitry herbaty. A nie jest to proste, bo robiona jest najczęściej na wodzie z deszczówki. To ważne, aby nie występować z pozycji siły, pamiętać, że jesteśmy u nich gośćmi. Tych dumnych ludzi można łatwo urazić. Wystarczy pojawić się w wiosce w opancerzonym wozie i wejść do domu w kamizelce kuloodpornej, z bronią w ręku. I odwrotnie: można wiele zyskać, jeśli wejdzie się do domu starszyzny bez broni, jak ufny przyjaciel.

czytaj dalej

rozmawiał Robert Zieliński
Źródło: dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «