Szkolenie Afgańczyków jest w naszym interesie
Między MON i MSZ a MSWiA trwa spór o szkolenie afgańskich służb przez polskich policjantów. Resort spraw wewnętrznych boi się, że Afgańczycy mogą wydać Polaków talibom. "Błędem byłoby pozostawić Afganistan samemu sobie. Niebezpieczeństwo szybko zapukałoby do naszych domów: w Warszawie, Berlinie czy Paryżu" - uważa Ludwik Maćkowiek, policjant, który przebywał w Afganistanie 15 miesięcy.
- "Afganistan. Wyjdźmy, ale zostańmy"
- Im więcej Amerykanów, tym gorzej dla Polaków
- Krwawy zamach na autobus. Zginęły dzieci
- Generał Gągor: Polaków w Ghazni jest za mało
- Polacy nie tacy najgorsi w Afganistanie
- Szef MON mówi o wyjściu z Afganistanu
- Afgańska armia w polskich hełmach. Zobacz!
- "Kto się przyzna do błędów w Afganistanie?"
- Koniec misji w Afganistanie? Nieprędko
- Urzędnicy uczą się języków na Euro 2012
- Szef afgańskiej policji wystawił Polaków
- Talibowie zaatakowali Kabul
- Polacy będą oszukiwać afgańską policję
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
ROBERT ZIELIŃSKI: Amerykanie liczą, że wyślemy do Afganistanu więcej policjantów, lekarzy, inżynierów, którzy wspomogą odbudowę kraju. Czy to bezpieczne?
LUDWIK MAĆKOWIAK*: To decyzja, którą muszą podjąć politycy. Obowiązuje mnie podległość wobec rozkazów. Nie mogę ich komentować. Mogę za to opowiedzieć o swoich 15- miesięcznych
doświadczeniach. A z tych wynika, że jadąc tam, trzeba brać pod uwagę najgorsze. Zginąć można na tysiąc sposobów. Nawet jeśli profesjonalnie dba się o swoje bezpieczeństwo, to nie można
wykluczyć zwykłego pecha.
Czym się pan zajmował?
Byłem dowódcą polskiego kontyngentu policji liczącego trzech oficerów. Wraz z kolegą pracowaliśmy w prowincji Samangan. To ważne miejsce, przez które przebiega droga łącząca Kabul z
północą: Turkmenistanem, Tadżykistanem i Uzbekistanem. Pomagaliśmy zorganizować się tamtejszej policji, Afgan National Police.
W kraju dużo mówi się o tym, że afgańskim wojskowym i policjantom nie można ufać. Że wielu z nich współpracuje z talibami. W efekcie zdrady zginął niedawno polski
żołnierz.
Nie ma prostej odpowiedzi. Najpierw trzeba zrozumieć, jakie tam panują warunki. Nadzorowałem pracę niemal 1000 miejscowych policjantów. Spośród nich 50, może 60 potrafiło czytać i pisać.
Co nie oznacza, że oni są głupi: uczą się szybko, robią błyskawiczne postępy. Ważne, aby pomóc im się zorganizować, a najważniejsze, aby zdobyć zaufanie. Do tego potrzeba czasu, trochę
odwagi.
Jak starał się pan zdobyć zaufanie?
Nie zapuściłem brody, jak nakazuje muzułmanom religia. Goliłem się. Za to szybko uzyskałem arabskie imię: Ludwi, które oznacza miłą, sympatyczną osobę. Bardzo mi to pomagało,
szczególnie że staraliśmy się większość czasu być w terenie. To kraj innej kultury. Najpierw należy się 20 razy spotkać i rozmawiając o rodzinach, wypić hektolitry herbaty. A nie jest to
proste, bo robiona jest najczęściej na wodzie z deszczówki. To ważne, aby nie występować z pozycji siły, pamiętać, że jesteśmy u nich gośćmi. Tych dumnych ludzi można łatwo urazić.
Wystarczy pojawić się w wiosce w opancerzonym wozie i wejść do domu w kamizelce kuloodpornej, z bronią w ręku. I odwrotnie: można wiele zyskać, jeśli wejdzie się do domu starszyzny bez
broni, jak ufny przyjaciel.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!