Im więcej Amerykanów, tym gorzej dla Polaków
Amerykanie mają wkrótce zdecydować, czy wyślą do Afganistanu dodatkowe 40 tys. żołnierzy. Ich posiłki stacjonowałyby blisko zarządzanej przez Polaków prowincji Ghazni. To może zwiększyć i tak duże już problemy polskiego kontyngentu. "Wówczas wyparci przez Amerykanów talibowie mogą schronić się w naszej prowincji" - przyznaje wysoki rangą oficer z Dowództwa Sił Operacyjnych.
- Afgańska armia w polskich hełmach. Zobacz!
- Szkolenie Afgańczyków jest w naszym interesie
- Zobacz, ile Amerykanie wydali na wojnę
- "Afganistan. Wyjdźmy, ale zostańmy"
- Polacy nie tacy najgorsi w Afganistanie
- Szef afgańskiej policji wystawił Polaków
- Koniec misji w Afganistanie? Nieprędko
- Przywódca talibów przyrzeka porażkę NATO
- Generał Gągor: Polaków w Ghazni jest za mało
- "Kto się przyzna do błędów w Afganistanie?"
- "Jeśli NATO wyjdzie z Afganistanu, umrze"
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Choć Polacy w Afganistanie są już od siedmiu lat, to przez pierwsze pięć siły naszego kontyngentu nie przekraczały 300 żołnierzy. Sytuacja się zmieniła, kiedy w 2007 r. zapadła decyzja o wysłaniu na wojnę z talibami 1100 polskich żołnierzy. Początkowo nasze wojsko stacjonowało w trzech prowincjach: Ghazni, Paktice oraz Paktii. Ich misja przebiegała spokojnie. Od roku jest inaczej. Wtedy przejęliśmy we władanie prowincję Ghazni - okazała się rejonem, w którym działają silne zgrupowania talibów.
Przejęcie tej niebezpiecznej prowincji stało się jednym z głównych problemów polskiego kontyngentu. Jeśli głównodowodzącemu siłami USA w Afganistanie gen. Stanleyowi McChrystalowi uda się przekonać Baracka Obamę do wysłania dodatkowych wojsk do Afganistanu, Polacy stacjonujący w Ghazni mogą mieć poważny problem. Według brytyjskiego dziennika "Guardian" większość z 40 tys. dodatkowych żołnierzy trafi do sąsiadujących z Ghazni wschodnich prowincji Afganistanu: Chostu, Paktiki i Paktii, by tam uderzyć w rebeliantów dowodzonych przez legendarnych komendantów Gulbuddina Hekmatjara i Dżalaluddina Hakkaniego. To może być dla nas niezwykle niebezpieczne. Jak przyznają zgodnie oficerowie z polskiego dowództwa operacyjnego, każde wzmocnienie kontyngentów w otoczeniu naszej prowincji oznacza przenikanie rebeliantów z miejsc dobrze obsadzonych do rejonów, które prasa amerykańska określa mianem „bezpiecznych przystani” (save haven).
A takimi bezpiecznymi przystaniami są co najmniej dwa dystrykty w Ghazni: Nawa i Adżristan. W Nawie nie ma ani jednego posterunku policji afgańskiej, ani jednej bazy armii rządowej, nie zapuszczają się tam również Polacy. Zamiast przedstawicielstw lojalnej wobec władz w Kabulu administracji rządzą tam talibowie. W Adżristanie obecności sił prorządowych jest symboliczna. Rok po objęciu kontroli nad Ghazni i po wzmocnieniu sił USA w Afganistanie zarówno Adżristan, jak i Nawa mogą stać się jeszcze większymi bazami dla talibów.
czytaj dalej






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!