Afera wokół prywatyzacji Enei
- Rząd w natarciu. Prywatyzuje to, co chce
- "Prywatyzujmy, i to jak najszybciej"
- Rząd pobudzi budżet prądem
- Budżet trafi dziś do Sejmu
- Francuzi też nie chcą kupić Enei
- Dziesiątki tysiący Polaków nie ma prądu
- Niemcy nie kupią Enei. Rząd chciał za dużo
- Polacy nie chcą prywatyzacji
- Rząd chce sprzedać prawie wszystko
- Lech Kaczyński mówi stop prywatyzacji
- Prywatyzacja firm ratunkiem dla budżetu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Urzędnicy Ministerstwa Skarbu uważają, że najwięcej szkody przy wielkiej transakcji robią lobbyści, którzy zajmują się czarnym PR i roznoszą do mediów półprawdziwe wiadomości. Ale wygląda na to, że sam resort nie pozostaje dłużny i prowadzi kontrofensywę w podobnym stylu.
W gmachu ministerstwa usłyszeliśmy historię "zaufanej osoby Lecha Kaczyńskiego", która pracuje w Enei na doskonałych warunkach i jest nie do usunięcia bez sowitej odprawy.
Opowieść była zbieżna z informacjami, które zostały opublikowane przez kolorową prasę. Ta donosiła, że prezydent spędza wieczory z tajemniczą znajomą zatrudnioną w koncernie
energetycznym. Obrywają też związki zawodowe: -Liderzy związków jeszcze niedawno nie byli przeciw prywatyzacji. Proponowali, że Eneę kupi założona przez nich spółka pracownicza i
deklarowali, że mogą na ten cel przeznaczyć 5 mld zł. Ciekawe, skąd mieli taką kasę?
Dostaje się też załodze: "Grad wysłał listy do pracowników, żeby ich zapewnić, że nowy właściciel zachowa przywileje. Ale umówmy się, że te przywileje są chore: darmowe
liczniki energii, dziedziczność posad w koncernie, która polega na tym, że członkowie rodziny mają większe szanse na pracę w firmie".
Urzędowy optymizm
To miała być przejrzysta, spokojna transakcja. Ale sprzedaż Enei zmienia się w potworną awanturę, w której jest wszystko: od prokuratury i ABW po obyczajówkę. Tak jakby to była pierwsza
wielka prywatyzacja, gdzieś na początku przemian.
Zastępca ministra Grada, Jan Bury z PSL, który odpowiada za energetykę, do wrzawy podchodzi ze spokojem. Widać, że kolekcjonuje wszystkie informacje, które krążą po rynku. "Gdy RWE
robił prezentację w Poznaniu, w hotelu ogłoszono alarm bombowy. Przypadek? Chyba pierwszy od II wojny światowej w tym mieście. Robi się coraz ciekawiej. Nawet się nie dziwię bo, gra idzie o
miliardy" - opowiada.
Wiceminister Bury i jego szef Aleksander Grad na użytek mediów prezentują duży luz: "Nic nie musimy, nie jesteśmy pod ścianą. Jeśli nie uzyskamy dobrej oferty, to Enea nie zostanie
sprzedana.
Ale optymizm jest urzędowy. "Połatany budżet wisi na wpływach z prywatyzacji" - mówi osoba z kierownictwa resortu finansów. Bez miliardów za Eneę rząd Tuska znajdzie się
potężnych tarapatach.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!