Marczuk-Pazura opuściła areszt za kaucją
Weronika Marczuk-Pazura zapłaciła 600 tysięcy złotych kaucji i opuściła areszt. Bizneswoman i jurorka TVN-owskiego "You Can Dance" trafiła za kratki, bo jest podejrzewana o korupcję. Centralne Biuro Antykorupcyjne zasadziło się na nią, by wręczyć jej łapówkę za pomoc w "lewym" prywatyzowaniu spółki.
- Oto, co prokuratura ma na Weronikę M.-P.
- CBA wskrzesza agentów Romeo
- Marczuk-Pazura: Agent chciał mnie uwieść
- Marczuk-Pazurze oddano pół miliona kaucji
- Jest przekręt większy niż afera Rywina?
- Krótki przegląd polskich aferzystek
- CBA podsłuchiwało Weronikę Pazurę
- Ona nigdy nie miała żadnej wpadki
- Cezary Pazura: To nie moja sprawa
- Pazura chciała zarobić 100 tysięcy euro
- Marczuk-Pazura odchodzi z "You Can Dance"
- Mucha kontra Richardson. Kto za Pazurę?
- Pazura wzięła wynagrodzenie, a nie łapówkę?
- Agent Tomek i kłopoty celebrytki
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
O tym, że była żona Cezarego Pazury opuściła areszt poinformowała gazeta.pl. Zapowiadał też to rzecznik warszawskiego sądu okręgowego Wojciech Małek, który wskazywał nawet konkretną
godzinę opuszczenia aresztu - 18.30. Obrona Marczuk-Pazury miała wtedy dostarczyć sądowi dowód wpłaty 600 tys. zł poręczenia majątkowego.
"Wpłata została dokonana poza Warszawą, dlatego sąd zgodził się, by dowód wpłaty został dostarczony do godziny 18.30" - powiedział Małek.
Nie ma obawy mataczenia
Sędzia Małek dodał, że sąd uzasadnił decyzję o poręczeniu majątkowym tym, iż zebrane w tej sprawie dowody są na tyle pełne, że nie ma obawy mataczenia. Z drugiej strony, duże
prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów było podstawą do ustalenia kaucji w wysokości 600 tys. zł. Gdyby Weronika Marczuk-Pazura jej nie wpłaciła trafiłaby na trzy miesiące do
aresztu.
Sąd wyznaczył kaucję także za Bogusława S., prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych. On, by wyjść na wolność, musi wpłacić 50 tysięcy złotych.
Szczegóły akcji CBA, tzw. operacji specjalnej, w wyniku której zatrzymano Weronikę Marczuk-Pazurę, pozostają tajne. Ale wiadomo, że 100 tysięcy złotych celebrytce, a od niedawna poważnej kobiecie biznesu, wręczył "Tomasz Małecki".
To nazwisko operacyjne jednego z agentów CBA. Wystąpił on jako przedstawiciel spółki Estate Management Poland Ltd., założonej specjalnie na potrzeby akcji. Firma nie znalazła się nawet w rejestrze sądowym. To właśnie ona miała być zainteresowana kupnem Wydawnictw Naukowo-Technicznych.
Dlaczego akurat WNT? Ze względu na jego siedzibę w ścisłym centrum Warszawy. Wartość czteropiętrowego budynku szacuje się na około 20 mln złotych.
>>> Sprawdź, co prokuratura ma na Weronikę Marczuk-Pazurę
Wszystko zaczęło się w marcu, kiedy Małecki skontaktował się z kancelarią radcowską Anwer, prowadzoną właśnie przez Weronikę Marczuk-Pazurę Celebrytka jako radca prawny miała podpisane z Estate Management pełnomocnictwo na reprezentowanie spółki przy negocjacjach w sprawie WNT. W środę - w dniu zatrzymania - przyniosła druk umowy-zlecenia w tej sprawie.
Wtedy też dostała od Małeckiego papierową torebkę z firmowym napisem Emporio Armani. Kobieta twierdzi, że nie zdziwiło jej to - przypuszczała, że w środku są perfumy. Marczuk-Pazura przekonuje, że Małecki wcześniej kilka razy dawał jej takie prezenty. Celebrytka nie przyznaje się do winy.
Sprawa pokazuje jednak jeszcze jedną ciekawą rzecz - upodobanie CBA do przybierania przez agentów operacyjnego imienia "Tomasz". Tak było w przypadku Weroniki Marczuk-Pazury, a także byłej posłanki PO Beaty Sawickiej, której proces na dniach ruszy przed sądem.
Ale to nie koniec analogii między obiema sprawami. Jeden z obrońców Weroniki Marczuk-Pazury, Maciej Pietrzak, komentując całą sprawę, stwierdził: "Wygląda na to, że mamy do czynienia z kolejną sytuacją, gdy CBA stworzyło pułapkę skierowaną przeciwko obywatelowi".
























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!