Dziennik.plKraj

Środa, 30 maja 2012

Imieniny: Feliksa, Ferdynanda, Zdzisława

Jednoręcy bandyci kradną miliard złotych

2009-10-09 | Ostatnia aktualizacja: 20:22 | Komentarze: 0 | skomentuj

W Polsce automaty do niskich wygranych są przerabiane i pozwalają na prawdziwy hazard - wynika z ekspertyzy biegłych, którzy badali maszyny przejęte przez CBŚ. Trafiła ona na biurka prokuratorów z Białegostoku. Skarb Państwa traci z tego powodu miliard złotych rocznie.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Jak ustaliliśmy, do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku wpłynęła ekspertyza pierwszej partii automatów spośród 400, które podczas ogólnopolskiej akcji zabezpieczyli w marcu policjanci z CBŚ. Biegli wzięli pod lupę 48 losowo wybranych maszyn. Wszystkie są nielegalnie przerobione. Oficjalnie są to automaty, do których można wrzucić równowartość 7 eurocentów, a maksymalna wygrana wynosi 15 euro.

W rzeczywistości nie ma żadnych ograniczeń: stawka zakładu może wynieść np. 200 zł, a wygrana ponad 20 tysięcy. Według policjantów z CBŚ przeróbki mają dwa cele - oszustwa podatkowe i pranie brudnych pieniędzy. "Firmy mają kolosalne lewe zyski, a jedynym stratnym jest Skarb Państwa. Według naszych obliczeń może chodzić o miliard złotych rocznie. Dzięki takim rozwiązaniom firmy wstawiające automaty do gry stają się idealnym narzędziem do prania brudnych pieniędzy" - tłumaczy oficer CBŚ.

Właściciele firm z automatami do niskich wygranych płacą jedynie 180 euro miesięcznego zryczałtowanego podatku. W przypadku maszyn, które pozwalają wygrać więcej, powinni płacić 45 procent od dochodu każdej maszyny. Oficjalnie automatów do niskich wygranych jest w kraju niemal 60 tysięcy.

Gdy w marcu policjanci zabezpieczali automaty, wybrali minimum po sześć z każdej działającej na rynku firmy. Potwierdziliśmy, że policjanci odwiedzili również salony spółki GoldenPlay, której współwłaścicielem jest Ryszard Sobiesiak, czarny charakter afery hazardowej.

"Tylko przypadkiem nie znalazły się w pierwszej partii przebadanych automatów. Spodziewamy się opinii za dwa - trzy tygodnie" - mówi nasz rozmówca z Prokuratury Krajowej.

Nim automaty trafią do salonów, muszą uzyskać certyfikat od biegłego autoryzowanego przez resort finansów. "Biegły nie ogląda na oczy automatu. Inkasuje tylko sto złotych za każdą opinię" - tłumaczy nasz rozmówca. "Postawiliśmy pierwsze zarzuty osobom odpowiedzialnym za wystawianie opinii legalizujących" - mówi nam Janusz Kordulski, rzecznik prokuratury w Białymstoku.

Robert Zieliński
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «