"Polaka zabił alkohol, a nie paralizator"
Elektryczny paralizator wcale nie był przyczyną śmierci Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouver w 2007 roku. Tak twierdzi adwokat firmy produkującej te urządzenia. Prawnik próbował wmówić w trakcie publicznego przesłuchania, że Polak zmarł, bo był... alkoholikiem.
- Nie wezwali lekarzy do umierającego Polaka
- Policjanci przepraszają za zabicie Polaka
- Policjant przyzna się do zabójstwa Polaka?
- Kanadyjczycy planowali porazić Polaka?
- Kanada blokuje polskie dochodzenie
- Film o zabitym Polaku doceniony w Kanadzie
- Piosenka o śmierci Polaka hitem internetu
- Nie chcieli tłumacza, potem zabili Polaka
- Bał się zwolnienia, więc zabił szefa-Polaka
- Taser wobec Polaka był "nieadekwatny"
- Polak zmarły w Vancouver mógłby żyć
- Żałuje, że zabił Polaka na lotnisku
- Tak oszukują dostawcy prądu
- Obrońca kanadyjskiej policji rezygnuje
- Matka Dziekańskiego: Zabili go jak zwierzę
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 26°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Adwokat firmy Taser International, David Neave, mówił że nie dowodów świadczących, iż użycie paralizatora było przyczyną śmierci Polaka. Według niego, wyniki autopsji wskazywały na chroniczny alkoholizm Roberta Dziekańskiego. Ponadto wysunął on przypuszczenie, że Polak mógł cierpieć na arytmię mięśnia sercowego.
Śmierć Dziekańskiego, który został pięciokrotnie porażony paralizatorem przez interweniujących kanadyjskich policjantów, zaszokowała światową opinię publiczną. Tragiczne zdarzenie na lotnisku sfilmował jeden z przypadkowych świadków; nagranie upowszechniono w internecie.
Polak, który nie znał żadnego obcego języka, spędził na lotnisku 10 godzin czekając na matkę. Kobieta w tym samym czasie szukała go w innej części lotniska. Najprawdopodobniej nie wiedział, że musi tam przejść.
Dalszy przebieg wydarzeń ma ustalić dochodzenie prowadzone przez specjalnego komisarza, który ma przedstawić swój raport jeszcze w tym roku. Według władz, policję wezwano ponieważ Polak zaczął się awanturować i rzucać meblami w sali dla przylatujących. Jeden policjantów zeznał, że sądził, iż Polak zamierza zaatakować funkcjonariuszy.
Wszystkich czterech policjantów, którzy brali udział w interwencji, uwolniono z zarzutów kryminalnych. Według prokuratora, użycie przez nich przemocy było usprawiedliwione. Adwokat reprezentujący polski wymiar sprawiedliwości zażądał od komisarza oskarżenia policjantów o "jaskrawe uchybienia".
Powszechna krytyka policji po tym incydencie skłoniła jednak do zmiany zasad postępowania. Ogłoszono, że paralizatory nie będą mogły być stosowane wobec osób, które jedynie opierają się zatrzymaniu.
Ponadto, jeśli już dojdzie do ich użycia, tasery, które porażają prądem o wysokim napięciu, nie będą mogły być wymierzane w klatkę piersiową a jedynie w brzuch, nogi lub plecy.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!