Reklama

Robert Kostro historyk, publicysta, dyrektor Muzeum Historii Polski w Warszawie, przewodniczący Komitetu Doradczego Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność. W latach 80. związany z opozycyjnym Ruchem Młodej Polski. W 1997 r. powołany na stanowisko dyrektora Departamentu Spraw Zagranicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Następnie szef gabinetu politycznego ministra kultury Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Były wicedyrektor Instytutu Adama Mickiewicza

Pamięta pan tamten poranek?

10 kwietnia 2010 r.? Byłem na zakupach, kiedy usłyszałem, że coś się stało z prezydenckim samolotem. Nie wiedziałem co, ale przeszedł mnie dreszcz. Po chwili przypomniałem sobie, że Lena Cichocka, z którą się przyjaźnię, pracuje w Kancelarii Prezydenta. Zadzwoniłem, odebrała, bo nie było jej na pokładzie tupolewa. Ale powiedziała, że do Smoleńska leciał Tomek Merta, jeden z moich najbliższych przyjaciół. Wśród osób, które tego dnia zginęły, było więcej moich dobrych znajomych – "Aram” Rybicki, Andrzej Przewoźnik, Ola Natalli-Świat, Władek Stasiak.

Jak zapamiętał pan Tomasza Mertę?

Kilka razy zamieniliśmy się zawodowymi rolami. Byłem redaktorem "Kwartalnika Konserwatywnego”, a kiedy zacząłem pracę w rządzie Jerzego Buzka, Tomek przejął odpowiedzialność za ten projekt. Podobnie jak redakcję zbioru tekstów "Pamięć i odpowiedzialność”, kiedy wyjeżdżałem na dwa lata do Brukseli. Zresztą wiąże się z tym zabawna historia: zostawiłem mu artykuły w porządku alfabetycznym i tak przesłał je do wydawnictwa, bo funkcjonował czasami w pewnego rodzaju roztargnieniu. Ale był jednocześnie niezwykle sprawnym urzędnikiem i wybitnym intelektualistą. Lubiłem jego dowcip – cięty, sarkastyczny, ale zawsze na wysokim poziomie. O pomyśle budowy Muzeum Historii Polski rozmawialiśmy we trzech: z Tomkiem i Kazimierzem Michałem Ujazdowskim.

Wystawa stała w Muzeum Historii Polski, której otwarcie zapowiada pan na 2021 r., zakończy się na Smoleńsku?

Na końcu będzie sala z multimediami, w której zostaną pokazane różne wydarzenia organizujące po 1989 r. naszą zbiorową wyobraźnię. Katastrofa smoleńska ma tu ważne miejsce, ale też śmierć Jana Pawła II, wejście do NATO i Unii Europejskiej, literacki Nobel dla Szymborskiej i Tokarczuk czy sukcesy Adama Małysza. A na końcu zapewne epidemia koronawirusa, a może też opowieść o sukcesach piłkarzy, jeśli wygramy mistrzostwa Europy.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>