• ~gustawson
    (2018-12-26 16:45)
    a we wrześniu urodziło się dużo nowych Polaków :) nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)
  • ~Lakon
    (2018-12-26 18:04)
    A potrafilibyście scentrować zdjęcia? Tak, żeby każde wyświetlało się na środku ekranu a nie w połowie pod nim?
  • ~byłem Polakiem
    (2018-12-26 20:27)
    Każda pora roku ma swój urok, panie redaktorze. Dziś pokolenie Polaków zastało pozbawione tego szczęścia, jakby pan powiedział... komunistycznego. A było fantastycznie, ferie były fantastyczne i Polska wrzała jednością. Mróz i śnieg łączyły ludzi przeżywajacych to samo. Nie było beznadziei. Dziś macie takie lekkie zimy, a gospodarka tak silna, że dla zwykłych ludzi głodowy chleb w Polsce. Cały rok możecie produkować, budować i pracować, a gospodarka dobra jedynie ta wasza W waszych kieszeniach pieniądze i radość życia.
  • ~Ania z wiślanego brzegu
    (2018-12-26 21:56)
    To dziecko od artykułu nawet nie wie, co wypisuje. Zima jest (a przynajmniej powinna być) biała, wiosna zielona, lato cieplutkie i ze złotymi łanami zboża, zaś jesień mieniąca się czerwienią i żółcią. Biedne nieszczęśliwe dziecko, które nie wie, co to bałwanek, jazda na sankach lub nartach i zwykłe polskie narodowe lodowiska na stawie. Nie wie, jakiej radości doznaje człowiek wracajacy z dworu do domostwa, gdzie cieplutko i herbatka na stole. Co się dziwić? Wychowane to nie na kiełbasie Toruńskiej, Żywieckiej z prawdziwego polskiego komunistycznego ********** (wieprzka), a na dzisiejszej demokratycznej kiełbasce babuni, wiejskiej lub z komina. A tak faktycznie o prawdziwej nazwie "Mumia Lenina". Widziała ta pani prawdziwe mleczko i śmietankę od krowy? Widziała komunistyczne masełko z prawdziwej słociutkiej śmietany? Żal mi jej... syntetyczne dziecko, jakby naturą z Palestyny, gdzie śnieg jest dziwacznym zjawiskiem.
  • ~Owsik
    (2018-12-27 07:32)
    To jakaś propaganda ... nigdzie niema 3m śniegu tylko może 20cm ale ściema
  • ~Samo życie
    (2018-12-27 08:28)
    Doskonale pamiętam. Nawaliło tyle śniegu, że przez dwa tygodnie nie mogłem dojechać pociągiem z Olsztyna do Jeleniej Góry. A sylwestra spędziłem w pociągu na trasie Ełk - Olsztyn. Wtedy odmroziłem uszy.
  • ~Lucek
    (2018-12-27 08:40)
    Żałosne jest naśmiewanie się z tamtego paraliżu... Dziś to by dopiero była klęska i ofiary w ludziach jakby taki śnieg spadł... Wtedy ludzie byli twardzi i przyzwyczajeni do ciągłych przeciwności losu. Teraz by w domach z głodu umierali jakby się do sklepu nie dało dojechać.
  • ~sed
    (2018-12-27 09:30)
    Pomorze , miejscowość Koczała, Sylwester powrót do domu prawie niemożliwy 2metrowe zaspy śnieżne, drogi nieprzejezdne nie było prądu- zerwane linie. Wojsko cudem dostarczyło agregat prądotwórczy do piekarni, do magazynu zbożowego zwołano mieszkańców z łopatami aby wydrążyć tunel w tej masie śniegu. Byłem ja mój ojciec i paru moich kolegów. Drogi do osad wiejskich nie były przejezdne-żadne!. Po tygodniu wielkie wojskowe odśnieżarki wirnikowe , pomału torowały przejazdy. Ferie zostały przedłużone a usuwanie śniegu trwało jeszcze dwa tygodnie. Widoki bajkowe ale uciążliwości przeogromne.
  • ~Zim
    (2018-12-27 13:19)
    To byly za komuny jedyne radosne wiadomosci co roku o tej porze - "Zima zaskoczyla drogowcow" - w planie 5 letrnim nie zaplanowano nigdy zimy choc ta zawsze byla o tej samej porze.
  • ~jedrula
    (2018-12-29 20:57)
    Na początku grudnia, musiałem być w Warszawie. Pociąg pośpieszny Olsztyn- Warszawa, wyjechał z Olsztyna 5,20 a w Warszawie byłem o godz. 21,00. Jechaliśmy przez Iławę, bo pod Nidzicą tory były nie przejezdne z powodu potężnej zaspy. Pomimo lemiesza, który był doczepiony do parowozu , pod Ciechanowem meska część pasażerów, zmuszona była recznie oczyścić tory z zaspy. Lopaty kolejarze w sporej ilosci trzymali na tendrze. Najciekawsze było to, że na przekór sytuacji atmosfera była wspaniała. Podróżni wzajemnie częstowali się z termosów herbatą zwykłą i góralską z "prądem". Po trzech dniach pobytu w stolicy miałem wrócić do Olsztyna. Okazało się, że wszystkie połączenia kolejowe i drogowe są odwołane. Przymusowy pobyt w stolicy musiałem przedłużyć do tygodnia. Trwało by to dłużej, gdyby nie kolega, który pracował w PKS W-wa. Po odblokowaniu zatoru pod Nidzicą ruszył "mój" autobus PKS. Koło Nidzicy wjechaliśmy w tunel śnieżny wysokości autobusu, szerokości autobusu i długości ok. 2 km. Na początku i końcu tunelu stali żołnierze z krótkofalówkami pilnując by w tunelu nie spotkały się pojazdy jadący z przeciwległych stron. Tam zobaczyłem helikoptery wojskowe dokonujące zrzutów żywności dla mieszkańców okolicznych wsi.
  • ~zandor
    (2018-12-29 22:24)
    Pamiętam zimę stulecia byłem 14 latkiem a śnieg sięgał momentami po pachy. Kopaliśmy sobie tunele. W tamtych czasach śnieg po kolana to była norma
  • ~Anna
    (2018-12-30 22:22)
    Najpierw było ciepło (około plus 10) i mżyście. Potem jednak (w ciągu około godzinki lub krócej) temperatura spadła do poniżej zera i spadała dalej. Węgiel w hałdach na placu czy miał zamarzły na lód (bo najpierw namokły od deszczu, a potem wilgoć ściął mróz). Stąd stanęły elektrownie. A potem przy mrozie jeszcze doszły spore opady śniegu. I temperatura w okolicach minus dwudziestu kilku stopni przez kilka tygodni.
  • ~aldona
    (2019-01-03 01:30)
    kiedys to byly zimy miszkalam przez kilka lat w Dusznikach Zdroju z Dusznik do Kudowy droga czesto wygladala tak ze odgrzebywano tylko tarcze znaku drogowogo ze sniegu a nad znakiem bylo jeszcze z dobre pol metra sniegu Z Klodzka do Dusznik pociag wygladat czesto tak z przodu lokomotywa w srodku ze 3 wagony i z tylu lokomotywa ta z przopdu ciagnela a ta z tylu pchala
  • ~old 62
    (2019-01-03 17:46)
    Cały styczeń zimy stulecia spędziłem pod namiotem na poligonie w Drawsku. Pod ten namiot nie pojechalem dobrowolnie,lecz jako żołnierz zasadniczej służby wojskowej. Pod namiotem zimą przysługiwał dodatkowo trzeci koc do nakrycia w czasie snu. Kadra zawodowa miała śpiwory i dodatkowe ocieplacze. Temperatura wahała się w granicach -20 do -30 stopni,a śniegu było od 50 cm do ponad metra. Jak pod koniec stycznia zobaczyliśmy na dużym termometrze obok oficera dyżurnego minus 15 stopni,to ucieszyliśmy się, że idzie wiosna. W czasie tego miesięcznego pobytu może były ze dwa lub trzy strzelania z haubic i armat,a cały ten pobyt na mrozie był bez sensu. Klęli nawet żolnierze zawodowi,że niepotrzebnie marzliśmy przez miesiąc. Fajnie wspomina się po latach,lecz nikomu nie życzę przeżycia takiego koszmaru.
  • ~sort 67
    (2019-01-10 20:41)
    byłem wtedy na wczasach w wojsku ,których to obecne rządy nie chcą zaliczyć do emerytury o 14 postulacie solidarności sierpnia 80 nie wspomnę.
  • ~Babunia
    (2019-01-18 09:49)
    Pamietam, mialam szczescie, ze mialam 500 metrow do pracy, w duzym miescie. Nie mialam zadnych problemiw, ale byli ludzie, np kierowcy ciezarowek, ktorzy stali pare dni w drodze o glodzie i chlodzie. W tym roku na Bawarii i w Austrii jeszcze wiecej sniegu napadalo, ale jest oczywiscie roznica Polski w 1978, 1979, a teraz w tych krajach, mam na nysli rozwoj gospodarczy.
  • ~Piwko piko
    (2019-01-27 21:12)
    Oj to była zima sik zamarzal w powietrzu!
  • ~katana57
    (2019-01-30 12:19)
    Zim a stulecia to była na przełomie 1978-79 roku. Jechałem w Sylwestra do domu na urlop z jednostki w Łodzi. W Nowym Roku, nad ranem, dojechałem do Iławy i koniec. Dalej na Olsztyn nie pojechał już w tym czasie żaden pociąg. Po dwa, trzy Gagariny złączone razem i z lemieszami do odgarniania śniegu (takie radzieckie lokomotywy) przebijały się w kierunku Olsztyna. Z Iławy do Ostródy załapałem się na autobus. Drogi oczyszczał ze śniegu ciężki sprzęt. Po bokach były dosłownie ściany ze śniegu. Tak, jakby autobus jechał tunelem bez sufitu. Jeszcze wtedy do domu jechało się w mundurze wyjściowym. Był taki mróz, że szalikiem owijało się głowę. Niektórzy żołnierze wyglądali jak Niemcy pod Stalingradem. Niektórzy, zwłaszcza z wiosek, nie mieli jak wrócić do jednostek lub dojechać do domu. Większość z żołnierzy, wyjeżdżających wtedy, poodmrażała sobie uszy, palce czy nosy. Potem, większość z nich miała posmarowane odmrożenia na fioletowo. Do domu szedłem, zahaczając po drodze o kilka knajp, gdzie mogłem się napić czegoś gorącego. To było gorące piwo z sokiem :-) Miałem tak zgrabiałe palce, że sąsiad otwierał mi mieszkanie. Nie miałem siły przekręcić klucz. To była zima stulecia (umownie). Potem były też niezłe zimy, ale już nie takie jak w 1978-79 roku. I śnieg, i mróz.

Może zainteresować Cię też: