Ludzie w radiu odbierają to jako nikczemność i świństwo. Nigdy wcześniej czegoś takiego w naszej firmie nie było, a mieliśmy prezesów z nadania różnych partii. Zdarzały się próby nacisków, ale incydentalnie, był za to dialog ze związkami. Zarządy niejednokrotnie po interwencji związków wycofywały się ze swoich decyzji, czy to odnośnie do kary upomnienia, czy też nagany. Bywało, że broniły też dziennikarzy przed atakami niezadowolonych polityków – ocenia Dorota Borcz, szefowa Związku Zawodowego Pracowników Polskiego Radia Rzeszów.

Jak informuje "Gazeta Wyborcza", sprawa dotyczy programu "Kalejdoskop" w Polskim Radiu Rzeszów, wyemitowanego 6 września. Słuchacze przedstawiają tu swoje opinie. Od wydawcy zależy, które trafią na antenę. 

Feralny głos brzmiał tak: "(…) nie mamy prezydenta. Mamy najwyżej pełniącego obowiązki prezydenta. Prezydent powinien być mężem stanu, posiadać własną wolę i własne inicjatywy. W tym momencie mamy figuranta. Ani własnej woli, ani żadnego poważania to on nie posiada. Na to, żeby być prezydentem, trzeba zapracować. Na szacunek wśród Polaków trzeba zapracować. Pewne rzeczy nie przychodzą tylko dlatego, że objęło się stołek”.

Kluczowe dla dalszych losów dziennikarki i wydawcy Grażyny Bochenek okazało się słowo "figurant".

Jeszcze podczas programu do jej przełożonych zadzwonił prezes Polskiego Radia Rzeszów. Szybko poinformowano dziennikarkę, że zostaje zawieszona w prowadzeniu programów na żywo. Dowiedziała się, że określenie "figurant" jest obraźliwe i narusza art. 135 Kodeksu karnego, który mówi o publicznym znieważeniu prezydenta RP.

Dzień później Bochenek dostała naganę na piśmie. Prezes radia powołał się na kodeks karny, zarzucił jej naruszenie dóbr osobistych prezydenta RP oraz podstawowych obowiązków pracowniczych – nieprzestrzeganie art. 12 ust. 1 i 2 prawa prasowego.

Do Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie wpłynęło zawiadomienie złożone przez kancelarię prawną w imieniu Radia Rzeszów. Pełnomocnictwa kancelarii udzielił prezes Tejkowski.

Co na to sama Grażyna Bochenek? – Zarzuty dotyczące tego, że prezydent RP nie działa samodzielnie i jest figurantem, pojawiają się w debacie publicznej już od dawna – powiedziała dziennikarka. – To słowo jest mocno nacechowane negatywnie, ale nie mam wątpliwości, że mieści się w ramach dopuszczalnej krytyki, szczególnie jeśli mówimy o osobie pełniącej ważne funkcje publiczne.