W "Paryż domowym sposobem" Agata Szydłowska - historyk projektowania, wykładowczyni na Wydziale Wzornictwa warszawskiej ASP – skupia się na czterech czasopismach, "Przekroju", "Ty i Ja", "Przyjaciółce" oraz "Kobiecie i życiu".

Dobór jest podyktowany kwestią odbiorców. Zależało mi na tym, żeby spektrum społeczne było jak najszersze. Żeby zobaczyć jak pisano do osób najmniej wykształconych, do urzędniczek, do aspirujących inteligentów - powiedziała Szydłowska.

Pierwszym omawianym przez autorkę czasopismem jest "Przekrój". Gazeta zadebiutowała 15 kwietnia 1945 roku. Jej naczelnym był Marian Eile, który pracował w gazecie do 1968 roku.

W książce autorka przytacza słowa Eilego, które dobrze pokazują, jakie miał ambicje: Dobre pismo robi się przeciw czytelnikom, o stopień wyżej niż czytelnicy. Oni się powoli podciągają i kochają swój tygodnik.

Agnieszka Osiecka o gazecie mówiła, "+Przekrój+ był przechowalnią Gałczyńskiego i dyktatorem mody. Był szkołą uśmiechu, taktu, czułości, stworzył coś, czego de facto nie było, iluzoryczny salon".

Co zaskoczyło Szydłowską, kiedy przeglądała archiwum "Przekroju" to fakt, że "wiele treści sprzed lat okazuje się dziś aktualnych, wiele problemów społecznych poruszanych wtedy, do dziś nie zostało rozwiązanych. Wiele tekstów było na przykład związanych z feminizmem, który wtedy nie był jeszcze tak nazywany".

Popularnością wśród czytelników cieszyły się różne akcje, które wciągały ich do zabawy i działania. Jak powiedziała Szydłowska, "specjalizował się w tym Jerzy Waldorff. Jedną z jego słynnych akcji było propagowanie picia skrzypu, co niby miało być częścią szerszego programu antyalkoholowego, ale oczywiście w wydaniu Waldorffa i +Przekroju+ było całkowitą blagą".

Wszyscy czytelnicy "Przekroju", którzy skończyli 35 lat, a lubią mnie, będą przez maj pili skrzyp. Trzeba się przy tym przez ten śliczny miesiąc wstrzymać od wódki, bo wódka przeszkadza skrzypowi w pracy" - proponował w numerze z kwietnia 1948 roku Waldorff. Pół polski piło skrzyp, a myśmy dalej pili wódę oczywiście - skomentował po latach twórca akcji.

Autorka wspomina bardzo popularną rubrykę gazety, "Demokratyczny savoir-vivre". Najpierw prowadziła ją Janina Ipohorska (pod pseudonimem Jan Kamyczek), później m.in. Agnieszka Osiecka. Znajdowały się w niej sprawy dotyczące szeroko pojętego dobrego wychowania. Autorka podpowiadała czy herbatę pić z plasterkiem cytryny czy go wycisnąć i położyć na spodku, kto powinien pierwszy powiedzieć "dzień dobry" w taksówce albo jak zachować się w restauracji.

Gdy spotkamy w restauracji znajomych, można podejść do ich stolika tylko wówczas, gdy znamy całe towarzystwo. Tylko w wypadku, gdy znajoma niewiasta wyraźnie zachęci nas z daleka do przywitania się z nią, możemy podejść i zapoznać się z całą ferajną - pisano w jednej z porad "restauracyjnych".

Wśród charakterystycznych elementów "Przekroju", obok opowieści rysunkowych, szczególnie tych o profesorze Filutku autorstwa Zbigniewa Lengrena, Szydłowska wskazuje tak zwane "krzyżówki z kociakiem". Cechą charakterystyczną było zdjęcie kobiety. W połowie lat 50. kobiety zaczęły się również coraz częściej pojawiać na okładkach.

Pojawienie się "kociaków" na okładkach umożliwiła odwilż. Przestano kobiety portretować tylko jako murarki, traktorzystki, albo - w najlepszym wypadku - dziarskie dziewuchy ze snopem zboża. Zamiast tego podkreślano ich atrakcyjność. Pojawił się też fenomen młodości. Wcześniej oczywiście także zauważano młodych, jednak byli to przede wszystkim dziarscy aktywiści, a podczas odwilży młodzież zaczęto postrzegać jako nową grupę, która ma swoją własną kulturę i zwyczaje - powiedziała Szydłowska.

Ta zmiana podejścia zbiegła się w czasie z przyjściem do redakcji w 1956 roku fotografa Wojciecha Plewińskiego.

Znalezienie młodych dziewczyn na okładkę nie było jednak łatwe - podkreśliła i dodała, "szukanie ich wyglądało trochę jak łapanka. W Krakowie profesjonalnych modelek nie było, to była jednak prowincja. Dlatego Plewiński szukał ich przede wszystkim na uczelniach artystycznych, bo tam studentki miały jakieś pojęcie o pozowaniu. Miał tam swoich informatorów".

W książce Szydłowska przytacza fragment wywiadu z Plewińskim. Jak już wszystkie kontakty zawiodły i było tragicznie, trzeba było chodzić po stołówkach, domach studenckich i podpatrywać, a nuż jakaś ładna twarz się pojawi - wspomina fotograf. Taką dziewczyną z "łapanki" była na przykład Anna Dymna.

Kobiet nie brakowało również na okładkach "Przyjaciółki". W książce "Paryż domowym sposobem" Szydłowska pisze o gazecie, "była magazynem skierowanym przede wszystkim do niewykształconych kobiet ze wsi oraz robotnic. Miała wyjątkową formułę opartą na korespondencji z czytelniczkami i funkcjonowała niejako na zasadzie instytucji".

Gazeta ukazująca się od marca 1948 roku już w pierwszym roku osiągnęła milionowy nakład. Szydłowska podkreśliła, że zaskoczeniem dla niej było, jakimi społeczniczkami były redaktorki czasopisma, jak bardzo były zaangażowane w poprawę bytu czytelniczek.

Gazeta była niejako instytucją zaufania publicznego. W jednej z relacji z dyskusji między redaktorkami czasopism kobiecych, a przedstawicielami Biura Prasy KC pewna redaktorka stwierdziła, że zapomina się o dobrej leninowskiej zasadzie, że gazeta jest również organizatorką. Redaktorki ubolewały, że partia nic nie robi, nie odpowiada na problemy, o których kobiety piszą w listach do redakcji - powiedziała.

Redaktorki odpisywały na liczne listy czytelniczek, organizowały interwencje w różnych sprawach. W gazetach działały specjalne komórki, które zajmowały się weryfikacją tego, co ludzie piszą w listach oraz interwencjami.

W książce opisane są akcje terenowe gazety, wyjazdy "Przyjaciółkobusów", jak nazywa je Szydłowska. Przy okazji występów i zabaw na wsiach, do których przyjeżdżał "Przyjaciółkobus", odbywały się spotkania z lekarzami, położną, prawnikiem, pedagogiem. Redakcja zabierała bowiem na swoje wyjazdy różnych specjalistów. Spotkania organizowano również w zakładach pracy.

Teksty w "Przyjaciółce" były pisane prostym i przystępnym językiem, a obok porad w stylu "Zęby najlepiej jest czyścić proszkiem kredowym z drobno zmieloną, wysuszoną szałwią" nie brakowało porad modowych. Jak wykonać kostium kąpielowy z dzianiny albo uszyć wieczorową sukienkę. Panie mogły w gazecie podpatrzeć jak wygląda "twarzowe uczesanie" oraz moda męska - to dzięki zdjęciom zagranicznych aktorów w rubryce "Opowieść filmowa".

Styl Polek starało się kształtować czasopismo "Moda i życie praktyczne", którego pierwszy numer ukazał się na przełomie 1945 i 1946 roku. Pismo dla mieszkanek miast stworzył Jerzy Borejsza. Szydłowska przytacza tekst z "Życia Warszawy", które 31 grudnia 1945 donosiło: Ukazał się I-szy numer czasopisma dla kobiet "Moda i życie praktyczne". Przegląd ostatnich nowości paryskich w dziedzinach sukien, płaszczów, kostiumów, kapeluszy, fryzur itd. oraz najnowsze prądy mody samoistnie kształtującej się u nas.

Pierwszy numer poświęcony był wyłącznie modzie, ale później gazeta dawała Polkom również wiele praktycznych rad. Obok propozycji modowych dla "praktycznej warszawianki" (np. "gdy wolne popołudnie spędzamy u siebie, przyda się nam prosty, elegancki w linji długi szlafroczek domowy ozdobiony plecionką z rulonu") gazeta radziła jak wykonać dla dziecka filcową zabawkę z kapelusza albo zrobić lampkę nocną z butelki.

W 1949 roku pierwsze powojenne pismo dla kobiet zamieniło się w "Modę i życie", a w 1953 r. w "Kobietę i życie".

"Ze sprawozdań i podsumowań wynika, że zarówno +"Kobieta i życie", jak i "Przyjaciółka" były chętnie czytane przez Polki, a ich zasięg oddziaływania był bardzo duży. W latach 60. na adres redakcji "Kobiety i życia" przychodziło około 100 listów dziennie - pisze Szydłowska.

Podobnych ilości listów, które przychodziły do "Przyjaciółki" nie było w redakcji "Ty i Ja". Czasopismo miało innych czytelników i pełniło inną rolę.

Pierwszy numer gazety pojawił się w kioskach w 1960 roku. Czasopismo przetrwało 13 lat. W książce Szydłowska pisze o nim, "w PRL-owskiej rzeczywistości znalazło się miejsce dla awangardowego pod względem szaty graficznej i nowoczesnego w treści kolorowego magazynu. Poświęconego w dużej mierze przedmiotom, których nie było".

To była gazeta dla wykształconych z wielkich miast. W rozmowie, którą cytuje Szydłowska, wieloletnia redaktor naczelna pisma Teresa Kuczyńska podkreśla, że poprzez gazetę chciała szerzej pokazać czytelniczkom kulturę zachodnią. Inspiracją do stworzenia "Ty i Ja" były m.in. czasopisma francuskie dostępne wtedy w Klubach Prasy i Książki.

Gazetę wyróżniała wyjątkowa oprawa graficzna, za którą w pierwszych latach odpowiadał Roman Cieślewicz. Był to pierwszy przypadek w polskiej prasie, kiedy dyrektor artystyczny miał tak wysoką pozycję w redakcji. To widać. "Ty i Ja" jest zbiorem niezwykle odważnych i wysmakowanych kompozycji graficznych, każda rozkładówka to odrębny świat estetyczny – pisze Szydłowska.

Z magazynem współpracowali znakomici twórcy plakatów, graficy, malarze, jak Jan Młodożeniec, Waldemar Świerzy i Henryk Tomaszewski. Przy tworzeniu stron graficy często używali techniki kolażu, wykorzystując zdjęcia wycinane z zagranicznych magazynów.

Szydłowska, w rozmowie z PAP, zauważyła, że korzystanie z zagranicznych materiałów było szeroko stosowaną praktyką, nie tylko wśród grafików "Ty i Ja". W "Przekroju" drukowano opowiadania, m.in. Franza Kafki i Ernesta Hemingwaya.

Eile wspominał, że prawa do publikacji czasami kupowano za walutę niewymienialną, czasami za samo podziękowanie, albo po prostu kradziono. Myślę, że piractwo usprawiedliwiała tzw. wyższa konieczność. Skoro coś jest dobre, a nie ma szans na upowszechnienie za pomocą legalnych środków, to trzeba publikować nielegalnie – powiedziała Szydłowska.

Wracając do "Ty i Ja", Szydłowska - jako jedną z ciekawszych stałych rubryk czasopisma - wskazuje "Moje hobby to mieszkanie". Rubrykę prowadziła historyk sztuki i scenograf Felicja Uniechowska, która zmarła 6 maja tego roku. Miała misję edukacyjną, chciała zainspirować ludzi do kreatywności. Zakreślała jednak granice, co wolno artystom, a co zwykłym ludziom – powiedziała Szydłowska.

Szukając artystycznych mieszkań, których wnętrza pokazywała w swojej rubryce, Uniechowska niemal nie wychodziła poza Stare Miasto w Warszawie. Twierdziła, że wszyscy, których warto znać, mieszkali w obrębie tej dzielnicy - dodała. W rubryce można było zobaczyć jak mieszkają m.in. Andrzej Wajda i Franciszek Starowieyski.

Jak pisze autorka, "na łamach +Ty i Ja+ po raz pierwszy pojawiły się artykuły mówiące otwarcie o seksie, których autorem był m.in. Zbigniew Lew-Starowicz", ale większość treści w "Ty i Ja" było o modzie, stylu życia, kulturze, wzornictwie, kulinariach, nauce, nie brakowało porad praktycznych.

Graficy, ale też autorzy tekstów korzystali z zagranicznych gazet, dostarczanych m.in. przez ambasadę USA. Wśród nich były pisma modowe jak "Elle" i "Harper’s Bazaar", ale też pisma wnętrzarskie.

W 1973 roku czasopismo zostało zamknięte za to, co było jego największą siłą. W książce Szydłowska przytacza cytat z Kuczyńskiej: "ostatecznie uznano, że nasze pismo jest nieprzystosowane do sytuacji gospodarczej kraju, że budzi tęsknoty nie do zrealizowania. Przeszkadzało im +uzachodowienie Ty i Ja+ - jak ktoś to określił. Przekształcono je w +Magazyn Rodzinny+, pismo bardziej przyziemne, nie budzące w ludziach niepotrzebnych aspiracji".