Ekonomiści tłumaczą w liście, że nie mamy dziś do czynienia ze zwykłym kryzysem. Wszystko dlatego, że środki konieczne do walki z epidemią uderzają w nowoczesne, zdecentralizowane gospodarki rynkowe jednocześnie od strony popytu i podaży. Jeżeli pracownicy (z powodu kwarantanny) nie pojawią się w pracy, dobra nie zostaną wyprodukowane. Jeżeli klienci nie będą mogli nabywać dóbr i usług, to nie zostaną one sprzedane, wskutek czego ucierpi cały łańcuch produkcyjny wiodący od dostawców surowców, poprzez podwykonawców, po producentów i dystrybutorów.

Reklama

CZYTAJ WIĘCEJ W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ" >>>>