Jest drogo, bo na rynku rolnym pojawili się spekulanci. To wrzód na ciele naszej centralnie planowanej europejskiej gospodarki rolnej. Bruksela chce go wyciąć. Jak? Surowymi karami i nowymi podatkami – zapowiada komisarz UE ds. rolnictwa Dacian Ciolos. Bruksela przygotowała już pakiet dekretów, które uderzą w spekulantów. Tylko patrzeć, jak ich użyje.

Rolnictwo to koszmarny sen Brukseli. Reguluje je na wszelkie sposoby, pakuje w nie około 40 proc. swojego budżetu, ustala liczbę kutrów rybackich. I nic. Ceny rosną.

Rosną, bo rynek zawsze znajdzie jakieś wyjście spod klosza biurokracji. Milton Friedman, laureat Nagrody Nobla, mówił o strumykach wolnego handlu, który podmywają skorupę biurokracji. Skok cen żywności to sygnał fiaska polityki rolnej Brukseli, która uczyniła z europejskich farmerów pasywnych administratorów tysięcy hektarów nieużytków. We Francji – u największego beneficjenta europejskiej polityki rolnej – około 90 proc. dotacji to dopłaty za posiadanie ziemi, czyli za sam fakt bycia rolnikiem. Tylko drobna część idzie na inwestycje. Europejskie rolnictwo nie jest konkurencyjne, bo ma wystarczająco dużo pieniędzy, by leżeć do góry brzuchem.

A spekulanci? Grają na każdym rynku, by zarobić. Zawsze będą wzbudzali gniew biurokratów, ale tak naprawdę gdyby nie oni, nie byłoby na kogo zrzucić winy za własną nieudolność.