Lepiej wydłużyć gimnazjum, a nie podstawówkę

| Aktualizacja:

Jeśli minister naprawdę zależało na dobrej zmianie, to nie powinna nas cofać do rozwiązań stosowanych w PRL, ale nawiązać do czasów przedwojennych, kiedy mieliśmy cztery lata gimnazjum kończącego się małą maturą i dwuletnie licea przygotowujące na studia - pisze w DGP Krystyna Starczewska, dyrektor warszawskiego gimnazjum "Raszyńska".

wróć do artykułu
  • ~AS
    (2016-07-04 11:24)
    Dwuletnie licea? To byłby rodzaj przedłużonych w czasie kursów przygotowawczych na studia. Matura ogólnokształcąca po czymś takim byłaby absolutnie niestosowna. To jej dalsza deprecjacja, realnie rzecz biorąc, ogólne wykształcenie Polaków pozostawałoby na poziomie gimnazjalnym. Droga w dół nawet od tego, co funkcjonuje obecnie.
  • ~zyx
    (2016-07-18 13:17)
    Tylko ten mądrujący się pan zapomniał, iż dawniej mała matura COŚ ZNACZYŁA. Bo w końcu tacy ludzie świeżo po II wojnie światowej zostali wepchnięci do szkół i kolegiów (przygotowujących osoby z ukończoną podstawówką do roli nauczycieli). Dziś świadectwo po gimnazjum nieważne czy jest tam po 40, 60, czy 100 % z każdego przedmiotu nic nie znaczy. Chyba tylko do rekrutacji do tych "lepszych" liceów. Gimnazjum w obecnej formie, to niemal 20 straconych lat, czasu, pieniędzy (rodziców na te kretyńskie podręczniki), nerwów (wszystkich, i nauczycieli z koszami na głowie też). Osoba, która wypowiada się o gimnazjach albo nigdy w nich nie była, albo nie pracowała. I jest zadowolona, bo ona skończyła 8+4, a kolejne pokolenia przecież Broń Boże nie mogą być od nas mądrzejsze.