Magdalena Rigamonti: Co panu obiecał Grzegorz Schetyna?

Sławomir Broniarz: Nie widziałem się z nim pół roku albo więcej.

Ma swoich ludzi.

Daję pani najszczersze słowo honoru, że dawno się ze mną nie kontaktował. Owszem, rozmawiamy z Platformą, rozmawiamy z PSL, ale przede wszystkim dlatego, że nie mamy swoich posłów w Sejmie. Pilnujemy, żeby nikt nam partyjności nie zarzucił.

Tylko polityczność.

Polityczność jest rozciągnięta nadmiernie szeroko. Nie sądzę jednak, że ktoś z kierownictwa ZNP ma ambicję bycia w Europarlamencie czy parlamencie.

Pan.

Skądże. Ja na pewno nie. Ale łatkę się mi przypina. Już miałem startować w różnych wyborach, miałem mieć różne aspiracje. A jest jak zawsze – dla mnie Związek jest wszystkim. Poglądy mam niezmienne od dziecka. Zawsze byłem orientacji współczującej. Mówiąc może trochę nadmiernie patetycznie, krzywda ludzka zawsze była dla mnie problemem. Byłem maminsynkiem, zawsze przy mamie i trochę z tej perspektywy patrzyłem na świat. Nie mam genu partyjnego. W życiu nie należałem do żadnej partii.

Można nie należeć, a współdziałać.

Współdziałam, ale trudno o mnie powiedzieć, bym był entuzjastą Platformy Obywatelskiej. Dziś nasze relacje są lepsze...